156 12 błędów jakie popełniam wychowując moją córkę...


12 błędów jakie popełniam wychowując moją córkę...


Wychowanie dzieci w naszych czasach zdecydowanie nie jest łatwe. Osho twierdzi, że dzieci powinny się wychowywać w grupach, wspólnotach, nie rodzinach. Dla niego nasz model rodziny nie jest dobry. Może i ma trochę racji. Zdrady, rozwody, brak takich prawdziwych rodzinnych więzi i prawdziwych przyjaciół, to nie wpływa dobrze na dzieci. Wiem, sama przeżyłam to w dzieciństwie. Ale póki co taki model praktykuje i muszę, chcę w sumie, i to bardzo chcę, jakoś się w nim odnaleźć a nie jest to łatwe. 

Rady jak wychowywać, karmić, ubierać i uczyć dzieci są wszędzie. Dosłownie. Kiedyś tylko sąsiadka, matka, babka dorzucały swoje pięć groszy a dziś? Cały świat. I bądź tu mądra. Ja staram się na co dzień traktować moją córkę jak człowieka, który uczy się życia, tak jak ja. Ale wiem, że popełniam wiele błędów. Dzięki temu, że dużo czytam, niekoniecznie o wychowaniu dzieci, dużo myślę, analizuje i staram się błędy eliminować. Staram się rozumieć, staram się być najlepszą matką jaką potrafię. 

Postanowiłam podzielić się z wami moimi wnioskami przy okazji poruszając wiele ważnych memu sercu tematów. Macie inne zdanie? Macie coś do dodania? Zostawcie swoją opinie w komentarzu. Może być anonimowa! 

1. Być albo nie być? Oto jest pytanie. W moim przypadku to zawsze raczej kwestia pytania jestem czy niby jestem. Bo samo to, że jesteś, nie zawsze znaczy, że jesteś obecna. Wszystko rozprasza naszą uwagę. Telefon. Telewizor. Inni ludzie. Obowiązki. Terminy. Czas. Wszystko to sprawia, że nasz czas spędzony wspólnie, nie zawsze jest tylko naszym czasem. Czasem w nasze ja i ty wdzierają się media społecznościowe, maile, telefony, obiad do ugotowania, rzeczy do prasowania czy rachunki do popłacenia. Moja praca wymaga używania telefonu nawet po godzinach. Moja córka go nie cierpi. Dlatego jak tylko mogę, chowam go, wyciszam, zapominam o nim. By być obecna. Ale telefon to nie wszystko. Są dni, że myślę co tam się dzieje na moim koncie bankowym, co się dzieje z wami, co w świecie, co z inną, bliską osobą. Moje myśli wędrują ku bieżącym problemom i wyłączam się. Moja córka to czuje. Medytacja uczy by być obecnym tu i teraz. I ja się też tego uczę. By być obecną, świadomą. Być. Po prostu. I by ona to czuła. Że ja jestem i że chcę być tu gdzie jestem. Nie patrzę na zegarek co chwilę. Nie odliczam czasu. Jestem. Z nią. 

2. Ideał nie istnieje. Ani matki ani córki. Zdarzało mi się porównywać córkę do innych dzieci. Co umieją a czego nie. Co jedzą a czego nie. Czym się bawią. Co mają na sobie. Ale od jakiegoś czasu patrzę tylko na nią i sama staram się wyrobić opinię o tym, czy dobrze wygląda, czy umie to co powinna w swoim wieku. A jeżeli coś jest nie tak, staram się to zmienić, naprawić, wyprostować. Moja córka nie ma być idealna. Codziennie powtarzam jej przed snem, że musi pamiętać, że jest wartościowa taka jaka jest. I że będą ją kochać, taką jaka jest. Nie grzeczniejszą, bystrzejszą, ładniejszą. Taka jaka jest zasługuje na moją bezwarunkową miłość. Chce by o tym pamiętała, kiedy idzie w świat. Że jest wartościowa. A jej wartość znajdzie w sobie, w środku, a nie w słowach innych. 

3. Obiecuje. Mówię prawdę. Przyrzekam. Ale czy zawsze? Choć nie zawsze z tego zdaje sobie sprawę, moja córka uczy się wartości przede wszystkim ode mnie i swojego ojca. My jesteśmy dla niej wzorem. Więc jeśli chce ją nauczyć uczciwości, nie mogę jej okłamywać. Nawet w dla mnie błahych sprawach. Jeżeli chcę, by dotrzymywała słowa, ja też muszę. Jeżeli przyrzekam, to muszę zostać przyrzeczeniom wierna. Teraz to wiem. Ale zostałam już parę razy przyłapana na tym, że skłamałam. Niby nic wielkiego, nic takiego - dla mnie. Dla niej były to przykre doświadczenia. Staram się wiec zawsze mieć to na uwadze. Bo ona pamięta. Czeka. Ma nadzieję. Nie mogę jej zawieźć. 

4. Szanuje. Kocham. Nie krytykuje. Moja postawa wobec codziennych rzeczy i ludzi jest pod ciągłą obserwacją. Jeżeli obrażam słowami innych, krytykuje ich, czy nie wyrażam się dobrze o politykach, niemiłej pani ze sklepu czy kierowcach w korku, jak mogę od niej wymagać, by szanowała wszystkich wokół? Jeżeli czytając gazetę krytykuję tę czy tamtą celebrytkę, to jaki daje przykład? Czy jeżeli rozmawiam z koleżanką przez telefon i obgaduje wspólną znajomą, to jaki daje przykład? Zawsze musimy mieć na uwadze, że dzieci widzą i słyszą więcej niż nam się wydaje. Więc jestem świadoma tego co mówię i o kim mówię, by nie musieć się tłumaczyć. Higiena słów. O tak! 

5. Siedź spokojnie i nie wierć się tak! Tyle razy to mówiłam jej, że nawet nie pamiętam. A ona jest żywym dzieckiem. Ciężko ją przekonać, by siedziała przy obiedzie dłużej niż pięć minut. Ale czego ja chce? Przecież rano siedziała cały czas prawie w ławce, za chwile usiądzie do lekcji i dalej będzie siedzieć. A ona ma tyle energii. W sklepie, kiedy stoimy w kolejce. Czy w aucie, kiedy jej się nudzi. Zawsze wtedy kiedy ona jest ciekawska i głodna doświadczania i uczenia się, ja ją strofuje. Więc uczę się tego nie robić. Staram się łamać wszelkie konwenanse, nie myśleć co ludzie powiedzą, i daje jej szansę by mogła swoimi małymi rączkami poznawać świat. Przecież nie chcę by wyrosła na damę, która nie zna świata, nie wie jak kuje kaktus, jak boli ręka, kiedy ją oparzysz czy jak smakuje ciasto jedzone palcami. Co z tego, że biega po cmentarzu po paru godzinach spędzonych na rzyci. Co z tego, że je zimny obiad? Daje jej szansę, nie ograniczam jej ruchów. I wiem, że dzięki temu jest szczęśliwsza. Więc mowie sobie odpuść. Zluzuj gacie! (Przeczytałam to gdzieś ostatnio i strasznie mi się spodobało - luzuj gacie!) 

6. My byliśmy inni. Ja byłam inna. Moje dzieci były inne. To często słyszę od matek, babć, ciotek. Wiecznie porównujemy dzieci z tych czasów do tego jacy my byliśmy. A byliśmy o lata świetlne gdzie indziej. I nie ma tak naprawdę co porównywać. Nie wiesz, czego możemy się od świata spodziewać za 10 lat, a co dopiero za 20,30... więc nie wiesz czego mamy tak naprawdę uczyć nasze dzieci, jakie wartości im przekazywać. Porównywanie nic nie da. Moje dziecko jest dużo mądrzejsze ode mnie w jej wieku. Przeczytała już tyle książek. Ma sporą wiedzę ogólną. Ale emocjonalnie dzieci radzą sobie teraz gorzej, więcej bodźców, więcej emocji, wyzwań. Dużo więcej. I my musimy to zrozumieć. Nie ma co porównywać. Nie wychowujemy dzieci z dawnych lat, ale te XXI wieku. I czas się do tego zaadoptować. Musimy się ciągle uczyć, ciągle odkrywać, by nadążyć za naszymi dziećmi i być dalej w stanie być dla nich wsparciem, podporą. 

7. Jestem zmęczona. Tak. Często. I poirytowana wtedy. I nie lubię żartować. Staje się poważna jak jakaś pani dyrektor i marudzę. Taki nastrój to pierwszy krok do kłótni. Kiedy ona do tego jest zmęczona, albo ma akurat dzień na żarty... to po prostu mieszanka wybuchowa. Świadomość, rozpoznanie sytuacji pomaga mi w takich chwilach. Staram się wyciszyć, staram się spędzić te chwile dobrze pomimo złego nastroju. Nie skupiam się wtedy na tym, jak mam dosyć, ale na tym, że może ona czekała cały dzień na to, by spędzić ze mną trochę czasu. A ja jej nie chce. Tak może to przecież odebrać. Więc skupiam myśli na tym, jakie mam szczęście, że życie obdarowało mnie takim skarbem, uśmiecham się, może trochę na siłę, ale tylko z początku, i daje się wciągnąć w jej świat. 

8. Nie krzycz. Nie wściekaj się. A ja? Ja przecież też to robię. Mówię, że jestem zła. Że zmęczona. Że mi smutno. Ona też ma prawo czuć różne rzeczy. Próbuje ją nauczyć identyfikowania i nazywania emocji. Potem staramy się dojść do tego, co te uczucia wywołuje. I choć czasami nie jest łatwo, to wiem, że z czasem będzie w tym coraz lepsza. 

9. Małe, wielkie problemy. Coś co dla mnie jest błahe i wcale nie widzę tego jako problem, dla niej może być równie poważne jak koniec świata. Dzieci swoje problemy czują inaczej, mocniej, głębiej. Z ich perspektywy, czasem małe rzeczy urastają do katastrof. Nie wolno nam tego ignorować, umniejszać znaczenia czy śmiać się. Jeżeli coś wymaga poważnego podejścia dajmy to naszym pociechom. I uczmy je jak rozwiązywać problemy, a nie zamiatać pod dywan. Tylko jak to zrobić, jeżeli my same mamy z tym problem? Tylko i wyłącznie ucząc się i czytając, będąc otwartą na naukę, pokazując jak szukać informacji i rozwiązań!

10. Mów mi wodzu! Przecież jestem rodzicem! Mam władze, decyduje, ustalam zasady. Jestem mądrzejsza. Co nie? A dziecko ma być posłuszne, słuchać i wykonywać. Jak mały robocik. No właśnie chyba nie do końca. Zauważyłam, że wiele rzeczy robi chętniej, jeśli sama zdecyduje, że będzie je robić. Sama zaczęła się myć, robić łóżko, i takie inne przyziemne rzeczy. I robi je, kiedy jej o tym nie nawracam. Czasem owszem, potrzebuje zachęty, ale w większości przypadków, jeśli daje jej decydować, ona podejmuje dobre decyzje. Kiedy ustalamy zasady, ustalamy je razem. Kiedy decydujemy, decydujemy wspólnie. Wtedy czuje się częścią naszej rodziny, częścią naszego świata a nie czuje się mała, nieważna, niedobra czy niepotrzebna. 

11. Daj, mama zrobi! O bo przecież ja szybciej zrobię, a akurat się spieszymy. Ja zrobię lepiej. Ja ładniej. Ja, ja, ja. A ona? Czy to nie ona ma się uczyć? Czasem robię ja, bo jest tak łatwiej. Moja nadopiekuńczość czasem sięga zenitu. Chłopakom na więcej się pozwala, więcej im odpuszcza. Nie upomina na każdym kroku. A dziewczynkom? Zwłaszcza tatusiowie mają tendencje do tego, by mówić..nie dotykaj, nie podchodź, uważaj... a dzieciaki chcą się uczyć, doświadczać, poznawać. I powinniśmy im na to pozwolić w granicach zdrowego rozsądku. 

12. Ale ja się boję! Często to słyszę. Dlatego próbuje nauczyć moją córkę, że może się bać, to ok, to nic złego. Wszyscy się boją. Ale nie wolno dawać strachowi mocy. Trzeba go łamać. Każdego dnia ćwiczyć odwagę. I staram się, by ona widziała jak ja to robię, by była ze mną w momentach kiedy moja wrażliwość, strach, obawy i wątpliwości są widoczne i kiedy je pokonuje. Jeden po drugim. Bo odwaga to coś czego uczymy się każdego dnia od nowa. To coś, co pozwala robić ten krok do przodu w kierunku rozwoju, a nie krok do tyłu w kierunku poczucia bezpieczeństwa. 


Każda z was ma własne doświadczenia. To są moje. Macierzyństwo jest dla mnie wyzwaniem i przygodą. Mam nadzieję, że sprostam. Najbardziej zależy mi teraz na tym, by moje dziecko nie czekało tak ja kiedyś, by dorosnąć. Ja nie chciałam być dzieckiem. Chciałam być dorosła. Chciałam móc o sobie decydować, czuć się wolna. Mój dom był różny. Ale nigdy nie czułam w nim zrozumienia, nie czułam tej więzi i tego poczucia bezpieczeństwa. Chce by moja córka nie czekała na nic tylko żyła dzisiaj. By chwytała każdą chwilę, cieszyła się z każdej najmniejszej rzeczy i by ją doceniała. Chce ją nauczyć, że jak jej dziewczynki w szkole powiedzą, że jest głupia albo brzydka, to ma ich nie słuchać, bo to one się tak czują i chcą by ona nie czuła się nic lepiej. Chce by była wrażliwa, i się tego nie wstydziła. By nie bała się kochać. Chce by kochała siebie. 

Powtarzam jej często, jak ważna dla mnie jest. Ale ja też jestem dla siebie ważna, i ty musisz być ważna dla siebie. Bo jesteś tak naprawdę najważniejszą osobą w twoim życiu. Chcę nauczyć ją świadomości i wdzięczności, czegoś czego ja nauczyłam się całkiem niedawno. By pamiętała, że każdy jest tylko i aż człowiekiem, i niezależnie gdzie jest i z jakiego miejsca patrzy, niech szanuje innych, szanuje świat i jego mieszkańców. 

Dużo z nią rozmawiam, dużo razem planujemy, marzymy. Ale nie jest idealnie. I nigdy nie będzie. Nie musi być. Ja tylko muszę pamiętać, że moim jedynym celem nie jest zrobienie wszystkiego by była szczęśliwa. Nie może być szczęśliwa 100% czasu. Ale powinnam ją nauczyć gdzie szukać szczęścia i jak je celebrować. Powinnam nauczyć ją płakać, i nauczyć jak wypłakać wiele łez i poczuć ulgę. Mam nadzieję, że choć coś robię dobrze. Mam nadzieje, że wyrośnie na silną, odważną kobietę. I na pewno będę z niej dumna. Już jest wspaniała. Ale długa droga prze nią, droga nauki. Więc trzymam za nią kciuki. Tak jak za was.

Na koniec tylko przytoczę słowa Iyanly Vanzzant, o które więcej przeczytacie tu - Nie nauczysz nikogo tego, czego sama nie umiesz. Nie dasz tego, czego sama nie masz.


Ps. Pamiętaj, że to moje odczucia. Twoje mogę być inne. Inne nie znaczy gorsze. Nie znaczy lepsze. 

2 komentarze:

  1. Dawno nie czytałam artykułu, który tak bardzo mną wstrząsnął. Dziękuję.

    OdpowiedzUsuń