66 UCZENNICA -Lekcja 2

Wstałam dziwnie wyspana, choć pół nocy wierciłam się w łóżku. Przewróciłam się na bok i jasność w pokoju mnie przeraziła. W panice chwyciłam telefon. Rozładowany. Wybiegłam z pokoju. Na dekoderze widniały jakieś niewyraźne cyferki. Ale już wiedziałam, że mam przesrane. 

Było dziesięć po siódmej. Dziesięć minut spóźnienia. W pędzie wciągnęłam na siebie wczorajsze ubranie, związałam włosy w niechlujny kucyk i wybiegłam z mieszkania. Biegłam na złamanie karku, wpadając po drodze przynajmniej w tuzin ludzi. Całą drogę karciłam się za własną głupotę. Jak mogłam uwierzyć, że coś się zmieni?! 

- Dzień dobry Letycjo. Tylko żadnych przeprosin. Nie tłumacz się, bo tego nie lubię. - mówi moja nowa szefowa z szerokim uśmiechem na ustach kiedy wpadam do jej biura za pięć ósma. 
- Dzień dobry - odpowiadam próbując złapać oddech. Jestem spocona i wyglądam jakbym spała w ciuchach. Nie mogę patrzeć na swoje odbicie w oknie. 
- Monika przekaże ci przydzielone zadania. Przyjdź do mnie w trakcie przerwy. 
- Dobrze proszę Pani - odpowiadam cicho i wychodzę. 

Kolejne cztery godziny siedzę w pokoju na przeciwko Moniki. Niewielkie pomieszczenie z szerokim biurkiem, małym archiwum i wieloma kwiatami w ogromnych donicach. Same zielone, z szerokimi, soczystymi liśćmi. Ściany są tu mroźno niebieskie a sufit jasnoszary. Wysokie okno przykrywa zsunięta roleta. Za oknem szaruga w dalszym ciągu. Pomimo września jest chłodno i nieprzyjemnie. 

Moje zadania są nieskomplikowane. Nie muszę się spieszyć więc daje radę. A tak mi się przynajmniej wydaje. Segreguje pocztę. Czytam, streszczam, przydzielam kategorie. Staram się nie patrzeć na Monikę, asystentkę mojej szefowej. Jest szczupła, elegancka i ma piękne hebanowe loczki. Zawsze o takich marzyłam. Nie mam nawet co się porównywać. Nie mam na sobie ani makijażu, ani ładnych ciuchów, ani nawet zębów nie umyłam. 

- Pani Małgorzata prosi cię do siebie - słyszę niespodziewanie. Kompletnie pochłonęło mnie zadanie. Pozwoliło choć na chwilę wyciszyć natarczywe myśli. 
- Już idę. Kiedy wchodzę do jej gabinetu siedzi przy małym stoliku pokrytym kartonikami z jedzeniem i kubkami z napojami. 
- Nie wiem co lubisz, więc zjesz to co ja lubię. Siadaj, proszę - wskazuje na foteli przed sobą. Siadam posłusznie 
- Opowiedz mi coś o sobie. 
- O sobie? Ale co konkretnie? 
- Wszystko. 
- Wszystko? 
- Tak. 

Więc opowiadam pomiędzy kęsami kanapki z tuńczykiem o tym jakie miałam oceny w szkole, co robią moi rodzice, co robi reszta rodziny, o moim sąsiedztwie, ulubionych filmach. 

- Powiedz mi Letycjo, kim byś chciała być. Co byś chciała w życiu robić. 
- Nie wiem. Dostać dobrą pracę, skończyć jakieś studia, znaleźć mieszkanie. 
- Zastanów się proszę. Gdybyś mogła robić to co byś tylko chciała, to co ty to było? Nie bój się odpowiedzi. Nie bój się, że będę się z ciebie śmiać. Nie zastanawiaj się też, co sobie pomyślę. Pomyśl o wszystkich filmach, które obejrzałaś. Ludziach, których poznałaś. Książkach, które przeczytałaś. Może coś ci przyjdzie do głowy. Nie śpiesz się. 
- Czemu mnie Pani o to pyta? Chce mi Pani pracę załatwić? 
- Nie - śmieje się - przecież masz zajęcie. Staż jest na sześć miesięcy. 
- To po co? 
- Opowiedz mi proszę. 
- Nie wiem, raczej nigdy nie myślałam, że mogłabym robić coś interesującego. Wszystko zawsze mi się wydawało po za moim zasięgiem. A w filmach bardziej zwracam uwagę na otoczenie niż na ludzi. 
- Otoczenie? 
 - No tak. Na domy, mieszkania. Na to co jest w okolicy. Uwielbiam oglądać Wielkie Projekty. Podziwiam zawsze tych ludzi, którzy budują te swoje dziwolągi za tak wielką odwagę. I za kreatywność. Wiedzą czego chcą. 
- A ty nie wiesz? 
- Nie wiem. 
- Bardzo często to powtarzasz. 
-Być może. Ostatni raz ktoś mnie o to pytał o to co chcę robić na początku szkoły. Standardowe pytanie Kim chcesz zostać jak dorośniesz?
- I mówiłaś, że kim? 
- Murarzem. Pamiętam jak kiedyś, jako mała dziewczynka, widziałam robotników układających cegły, wznoszących ściany jakiegoś domu. Niepojęte wtedy dla mnie było jak można postawić dom. To było jak magia. 
- Musiałaś uwielbiać budować kiedy byłaś mała. Pewnie miałaś tony klocków. 
- Nie, raczej nie. Nie mieliśmy kasy, nie miałam w domu klocków. Ale układałam wieże i budowle z pustych pudełek. 
- Nie myślałaś nigdy o architekturze? Albo budownictwie? 
- Słucham? 
- Jako kierunek studiów. 
- Chyba Pani żartuje. Nigdy nie byłam dobra z przedmiotów ścisłych. Mam same dostateczne na maturalnym. Nie mam szans na takie studia. Nigdy nie byłam dobrą uczennicą. 
- Czemu? 
- Mam problem z czytaniem - odpowiadam po chwili ciszy. Nie chcę kłamać - Bardzo wolno czytam. Po za tym, matematyka zawsze wydawała mi się zbyt skomplikowana, o chemii i fizyce nie mówiąc. Po szkole zawsze zajmowałam się domem. Mama dużo pracowała, czasem brała po dwie, trzy nadgodzinny dziennie. Nie miałam za dużo czasu na zadania domowe. 

Przerwa się skończyła. A ja wróciłam do swojego zajęcia. Kiedy zbliżała się szesnasta, nieśpiesznie ruszyłam w stronę wyjścia. O dziwo dobrze się tu czułam. 
- Pani Małgorzata zostawiła dla ciebie jakieś pudło. Masz je wziąć ze sobą. 
- Dla mnie? 
- Tak. I kazała ci powiedzieć, że jutro zaczynamy o 8. Jak codziennie. 
- Ok, dziękuje. Miłego popołudnia. 
- Nawzajem. Z szarym pudłem pod ręką, pierwszy raz od dawna, nieśpiesznie ruszyłam w drogę do domu. I o dziwo nie myślałam o pracy, dziwnej szefowej, ani o moich obowiązkach. Wyjątkowo też nie myślałam o problemach, nie martwiłam się tym co będzie. Próbowałam sobie przypomnieć swoje ulubione domy z Wielkich Projektów. W domu byłam pierwsza. Wiedziałam, że powinnam zabrać się za obiad, za domowe obowiązki. Ale ciekawość była silniejsza. Otwarłam pudło. W środku znajdowała się sterta małych klocków, kilka instrukcji i pudełko z płytami. Żadnej karteczki, żadnego wyjaśnienia. Wzięłam płytę z numerem jeden i wsadziłam do swojego laptopa. Głos mężczyzny z płyty wypełnił dom. Zaczęłam go słuchać jak zahipnotyzowana. Położyłam laptopa na blacie w kuchni i zabrałam się za obiad słuchając głosu. 

"Disneyland nie jest przeznaczony tylko dla dzieci. Kiedy człowiek przestaje być dzieckiem? Czy można z całą pewnością stwierdzić, że z dorosłego całkiem wygnano już dziecko?"

 W wysokim garnku wstawiłam zupę. Potem usmażyłam stertę naleśników. Kiedy mama z tata wrócili do domu, obiad czekał już na stole. Byli zadowoleni z tego, że mam pracę i że mi się podoba. Jednak dalej mieli mi za złe, że nie jestem na studiach. Że nie uczę się dobrego zawodu. 

Po obiedzie zasiedli przed telewizorem, gdzie pewnie usną w ciągu maksymalnie godziny. Ja zamknęłam się w swoim pokoju z moim pudłem. Wysypałam klocki na mój stary, poszarpany dywan. Włączyłam nagranie na laptopie w miejscu gdzie je zatrzymałam i po kolei, kartka po kartce, klocek po klocku budowałam miasto. Z chaotycznej sterty kolorowych elementów złożyłam dom i samochód kempingowy. Kiedy skończyłam była druga w nocy. Nastawiłam dwa budziki i alarm w telefonie i poszłam spać. 

Następnego dnia moim zadaniem było posegregowanie wiadomości jak dnia poprzedniego. Ale miałam też przeglądnąć wszystkie katalogi firmy Suffron Consulting, wszystkie oferty, cennik jak i stronę internetową. 
- Nie musisz tego przeczytać dziś. Pani Małgorzata powiedziała, że masz na to czas do końca tygodnia. 
- Ok. Dzięki - powiedziałam, próbując ukryć przerażenie. Nie miałam pojęcia jak to ogarnę w tak krótkim czasie.
- Nie ma sprawy. 

Pani Małgorzaty nie widziałam ani tego ani następnego dnia. W piątek przed weekendem widziałam ją tylko rano. Mój spokojny początek powoli się kończył. Miałam już swoją pierwszą wtopę. Przegapiłam dwa ważne maile, które wzięłam za spam. 
Katalogi firmowe były grube i napisane takim językiem, że ciężko było je czytać. Stronę internetową czytałam wieczorami w domu. W pracy nie starczało mi czasu na wszystko przez moje wolne czytanie. Zaczęłam się denerwować siadając w pracy do komputera, bojąc się że znów coś przeoczę. Wszystko zaczęło mi się mieszać. Jedyne co mi sprawiało przyjemność to kiedy siadałam do klocków i układałam kolejne budynki. Z reszty klocków ułożyłam stadninę koni. Zajęło mi to dwa wieczory. W niedzielę wszystko rozłożyłam i włożyłam z powrotem do pudła. Cały weekend spędziłam ze słuchawkami na uszach. Przesłuchałam całą kolekcję płyt, a kiedy nagranie się skończyło, puściłam je od początku. Była to biografia Walta Disneya i sama nie wiedziałam co mam o niej myśleć. Trochę burzyła mój światopogląd. 

Dla mnie, sławni ludzie zawsze byli sławni, pewnie się tacy urodzili. Nigdy nie myślałam o tym, że komuś ciężko było dostać się na szczyt, nie myślałam o tym, co musiał przezwyciężyć, jakie przeszkody pokonać.  A on nie pasował do tego schematu. Porażki, które zaliczył. Jego determinacja. Wyobraźnia. Wiara we własne możliwości. Miał ogromne marzenia. I większość urzeczywistnił. A może wszystkie? 

- Czemu dała mi Pani akurat tę książkę? - zapytałam Panią Małgorzatę kiedy siedziałyśmy parę dni później na wspólnym lunchu. 
- Bo widzisz, ja nie wierzę, że nie wiesz czego chcesz od życia. Każdy wie. Ale albo nie masz odwagi, żeby się do tego przyznać, albo się boisz. Są też tacy, którzy wstydzą się własnych marzeń.
- Czemu? Czemu się wstydzą? - zapytałam, choć wiedziałam jaka jest odpowiedz. Czułam ją w sobie. 
- Bo boja się, że ktoś im to wytknie. Ty? Że niby ty chcesz to osiągnąć? Tego dokonać? Kim ty niby jesteś? - powiedziała Pani Małgorzata patrząc mi w oczy, a ja poczułam znajome ukłucie gdzieś blisko serca. Jakby mnie trafiła strzałą w czuły punkt. 
- Wszystkie nasze marzenia mogą się spełnić, jeżeli będziemy mieli odwagę za nimi iść, tak? Tak powiedział w tej książce.
- Powiedział też, że jeżeli możesz coś wymarzyć możesz to też osiągnąć. Musisz wiedzieć jakie są twoje marzenia, by zacząć o nich marzyć. 
- I co i tyle? Po prostu mieć odwagę by marzyć? To nie może być takie proste. 
- To wcale nie jest proste. Ale życie nie ma i nie może być proste. Przynajmniej jest ciekawe.
 - Łatwo Pani mówić. Kiedy byłam dzieckiem miałam wiele marzeń. Ale większość z nich się nie spełniła. A zawód za każdym razem był bardziej dotkliwy. Więc przestałam. Nie mam dość twardej pupy by bujać w obłokach - wypaliłam bez myślenia. Jak tylko to powiedziałam, miałam ochotę ugryźć się w język. 
- Bo widzisz, najłatwiej jest powiedzieć, że łatwo mi mówić. Ale przecież mnie nie znasz. Nie wiesz jak doszłam do miejsca, w którym jestem - mówi Pani Małgorzata spokojnie, jednak słychać w jej tonie głosu zmianę. Dotknęło ją to co powiedziałam.
- Przepraszam, nie chciałam Pani urazić. 
- Nic się nie stało. Powtarzasz to co inni, co ludzie, których spotkałaś na swojej drodze. Innym jest łatwiej, a tobie jest ciężko. Szukasz dziury w całym. W każdej rzeczy, w każdym pomyśle widzisz wady, możliwe porażki i niepowodzenia. 
- Nie lepiej jest tak, niż zastanawiać się każdego dni, kiedy się potknę? 
- Każdy się potyka. Mieszkalibyśmy do dzisiaj w jaskiniach gdyby nie ludzka ciekawość i dążenie do rozwoju. A rozwój to proces pełen porażek. Rozwój nie jest wtedy kiedy się nie potykasz, ale kiedy wstajesz po każdym potknięciu. 
- Pani naprawdę wierzy, że wszystko jest możliwe. Jak Disney? Jeśli tylko sobie coś wyobrażę, to mogę to urzeczywistnić? 
- Tak. Ale nie siedząc z założonymi rękami i czekając. Przeznaczeniu, talentowi, jak byś tego nie nazwała, trzeba pomagać. Nieustająca praca nad sobą, nieustająca walka ze sobą, doprowadzi cię do miejsca z którego dużo więcej będziesz w stanie zobaczyć i uwierzyć. 
- To co mam robić? Położyć się z rękami pod głowa i patrzeć w chmury? 
- Nie Letycjo. Masz wytyczyć sobie cele w życiu i je realizować. Trzymać się ich kurczowo by życie nie rzucało tobą na wszystkie strony jak chorągiewką. 
- I to coś da? Parę słów spisanych na kartce papieru? 
- Słowa mają ogromna moc. A od marzenia do celu i jego realizacji może jest daleka droga, ale jeśli zaczniesz dziś nią iść, kto wie gdzie dojdziesz za rok. 
- A Pani ma jeszcze jakieś marzenia? 
- Oczywiście. Całe mnóstwo. Każdego roku kupuje sobie nowy dziennik i zaczynam od analizy mijającego roku. Zastanawiam się co mi się podobało, jakie rozwiązania wykorzystałam, jakie wyzwania podjęłam. Potem myślę nad tym co mogłam zrobić inaczej, wyciągam naukę z porażek, i opracowuje plan działania na kolejny rok. Prowadząc dziennik dobrze się orientujesz gdzie i dlaczego jesteś. Trudniej się zgubić. 
- A co jeśli nie mam środków na realizację swoich celów? Co jeśli nie mam czasu? Nie mam zdrowia? 
- Zawsze są jakieś ale. Może tak dla odmiany poszukasz czegoś na plus? 
- Ale co to wszystko da. I tak wreszcie dojdę do momentu, kiedy nie będę w stanie czegoś zrobić. Zabraknie mi kasy. Zabraknie pomysłów. Zabraknie wsparcia. 
- To znajdziesz nowe sposoby,  pomysłów poszukasz w innym miejscu. Pomyśl nad tym - w tym momencie wyciągnęła z pod stołu papierowy pakunek- To dla ciebie. Twój własny dziennik. 
- Dziękuje. Dlaczego to Pani dla mnie robi? -spytałam oszołomiona, zawstydzona i całkowicie zdezorientowana,
- Bo widzisz, wiele lat temu byłam bardzo zagubioną nastolatką, zupełnie tak jak ty. I wiele lat mi zajęło zanim się odnalazłam. Postanowiłam dzielić się tym czego się nauczyłam, czego doświadczyłam. I dlatego raz w roku zgłaszam się do pośredniaka po stażystkę. I po za tym, ze daje jej normalną pracę, to staram się też przekazać wiedzę, która może odmienić jej życie. 
- Znaczy się coś jak mentorka?
-Chyba tak mogłabyś to nazwać. 
- Ale dlaczego wybrała Pani mnie? Przecież jestem zupełnie przeciętna. Niczym się nie wyróżniam. 
- Właśnie dlatego cię wybrałam. Bo nie wierzę w przeciętność. Nie wierzę, że nie jesteś wyjątkowa. Każda kobieta jest wyjątkowa. Ale z wielu względów same tego nie widzimy. Póki co ja widzę w tobie potencjał. 
- Potencjał. Na co? 
- Na Mistrzynię. 
- Na co? 
- Na Mistrzynię. Mam zaraz spotkanie więc musimy kończyć. Miłego weekendu. Aaaa. I jeszcze jedno. Nie chce pudła z powrotem. Na poniedziałek zbuduj coś sama. Twój własny Wielki Projekt. Na razie tylko z klocków.


Roześmiałam się mimowolnie. Ja? Mistrzynią? Ale twarz Małgorzaty była poważna jak nigdy. Wzięłam swój pakunek, podziękowałam za lunch i wróciłam do swoich obowiązków. Ale jej słowa dźwięczały mi w uszach przez cały dzień. Czułam się jakby we mnie samej rozgrywała się walka. 
Walka pomiędzy ty, co znam. Szara rzeczywistość. Codzienność. Dom. Praca. Szkoła. Obowiązki. Zobowiązania. Nie ma tu miejsca na magię. Na dobroć na tak wysokim szczeblu. Nie ma miejsca na sięganie gwiazd.
Ale tak bardzo chciałam, żeby Pani Gosia miała rację, że postanowiłam zaryzykować.   


Cele czyli GOALS - cytaty moich mentorów. 

"Jeśli celujesz w zero, to zawsze trafisz." Zig Zigler 

"Zaczynaj zawsze z wizją końca." Stephen Covey 

"Marzenie staje się cele kiedy je zapiszesz. Cel staje się planem kiedy rozpiszesz go krok po kroku na osiągalne etapy. Plan stanie się rzeczywistością kiedy zaczniesz go realizować." Marshall Sylver.

"Jeśli możesz coś wymarzyć, możesz to też urzeczywistnić" Walt Disney

„Żyć to nie znaczy iść przez róże, Sięgać po laury, zbierać oklaski, Żyć to znaczy przetrwać wszystkie burze, I dążyć tam, gdzie święcą ideałów blaski.”  Adam Asnyk

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz