62 Powieść UCZENNICA - Lekcja 1


Z dłońmi w kieszeniach i wysoko podniesionym kołnierzem pędziłam szybko przez prawie puste ulice. Jeszcze parę minut i będę spóźniona. Znowu. 

Kiedy dobiegłam do wejścia wysokiego, oszklonego budynku w centrum miasta, byłam czerwona na twarzy od wysiłku i smagającego mnie przez ostatnie piętnaście minut wiatru. 

Do tego byłam mokra, gdyż nie spojrzałam na pogodę i mój cienki prochowiec cały nasiąknął deszczem. Nie wspominając o tym, że było mi zimo jak cholerka. To byłam cała ja. Nie potrafiłam nawet ubrać się odpowiednio, a co dopiero dostać pracę. A bardzo mi zależało na tej pracy. W sumie na jakiejkolwiek pracy.

Bez dodatkowego dochodu mogłam zapomnieć o studiach zaocznych. Moi rodzice ledwo wiązali koniec z końcem. Tata wracał do domu wieczorami, a wychodził wczesnym rankiem. Mama miała ręce oberwane od dźwigania. Całe życie ciężko pracowali, żebym ja mogła mieć lepsze życie. Ale ja nie potrafiłam się w tym odnaleźć. Nie mogłam kolejne pięć lat patrzeć jak harują. Poza tym, ja i tak nic nie umiałam. Do niczego się nie nadawałam. Moje świadectwo maturalne było raczej przeciętne. Definitywnie nie materiał na odmieniające życie studia. 

Na miejscu asystentka już samym wzrokiem skarciła mnie za spóźnienie. Wiedziałam, że to bez sensu, że i tak nic z tego nie będzie. To nie był zwykły staż. I choć pani w PUPie powiedziała, że kobita sama nie wie kogo szuka to ja czułam, że tym kimś na pewno nie jestem ja. Siedząc przez gabinetem mojej niedoszłej pracodawczyni, zaczęłam już zastanawiać się, co zrobię jak stąd wyjdę, jak zaliczę kolejną porażkę. Skończy się na tym, że razem z mamą będę pracować w markecie. Jej serce pęknie a ja może wreszcie poczuje, że gdzieś pasuje. Moje nazwisko padło tak nieoczekiwanie, że wstając potknęłam się o własne nogi. Serce zaczęło walić mi jak młotem, czułam, że się dusze. Uciekła bym stąd, gdybym miała dość odwagi. Ale nie miałam. Bałam się przecież własnego cienia. 

Jej biuro był zupełnie proste, a jednak wyszukane. Białe meble, białe ściany, szara podłoga. Czysto, spokojnie. Przez sekundę poczułam ukłucie gdzieś koło żołądka. Żałowałam, że to nie moje miejsce, bo wiedziałam, że czułabym się tu świetnie. 
- Pani Adamska, tak? - usłyszałam melodyjny głos kobiety stojącej przede mną. Miała wyciągniętą w moim kierunku dłoń, którą ja dość niezręcznie uścisnęłam. Jej oczy zeskanowały mój wygląd w mgnieniu oka. Nie musiałam się domyślać co zobaczyła. Ja widziałam to codziennie stojąc przed lustrem.
- Tak. Letycja Adamska proszę Pani - potwierdziła, drżącym głosem. 
- Spóźniła się Pani, dlatego musiała Pani czekać... - zaczęła kobieta stojąca przede mną. 
- Bardzo przepraszam, ale autobus mi uciekł i musiałam iść pieszo - przerwałam jej. Tłumaczenie się miałam już opracowane. To był taki mój nawyk. Wszystkim się tłumaczyłam. Ne potrafiłam inaczej. 
- Każdemu się zdarza. Proszę się nie tłumaczyć, nie lubię tego. - Przepraszam - zdołałam wydukać. Przez chwilę nic nie mówiłyśmy. Posłusznie usiadłam we fotelu z przodu biurka i starałam się patrzeć wszędzie tylko nie na nią. Na kobietę idealną. Przynajmniej taka mi się wydawała. Ubrana w jasną, dopasowaną sukienkę, duże, niebieskie korale i niebieską chustę we włosach wyglądała elegancko ale i z charakterem. 
- Pani Letycjo, jest Pani tutaj gdyż skierował Panią tutaj Urząd Pracy, czy mam rację? 
- Tak, zgadza się - odpowiedziałam - po części. 
- Co to znaczy po części? 
- Nie podała Pani kryteriów, które kandydaci powinni spełniać. Wątpię, bym im sprostała. Ale jestem tu, bo nie mogę sobie pozwolić na to by być wybredną.
- Co wie Pani o mojej firmie. 
- Saffron Consulting to firma doradcza w sektorze małych i średnich przedsiębiorstw. 
- Czyli sprawdziła mnie Pani w Wikipedii. Coś więcej? 

Nic więcej nie wiedziałam. Wczoraj dowiedziałam się o tej pozycji. Kiedy wróciłam do domu, było późno. Nic mi się nie chciało. Do drugiej nad ranem oglądałam odcinki Sherlocka Holmesa. Nie przyszło mi nawet do głowy poczytać o tej firmie. To co wiedziałam, mama powiedziała mi przypadkiem przy śniadaniu. Nie myślałam, że mogę czuć się jeszcze bardziej zdołowana. A jednak. Kobieta przede mną gapiła się na mnie jakby próbowała mnie przeczytać. Szkoda czasu. Jestem raczej nudną lektura. Jednak ona nie odpuszczała. 

-Letycja, tak? Mogę mówić do ciebie po imieniu? - zapytała niespodziewanie. 
-Tak, oczywiście. 
-Czemu ty tu właściwie jesteś? 
-Czemu tu jestem? - zapytałam z wahaniem 
- Urząd mnie wysłał, jak sama Pani mówiła. 
-Ale czemu TY tu jesteś! -powiedziała podkreślając słowo jesteś. Nie do końca rozumiałam ją, nie wiedziałam o czym mówi. 
- Jestem tu, bo muszę zarobić na czynsz, żeby pomóc trochę rodzicom. I na studia.
- Co chcesz studiować? 
- Nie wiem. Ten rok robię sobie przerwę, a później się zobaczy. 
- A co potrafisz robić? Co lubisz robić? 
- Nie wiem. Nic specjalnego chyba. 

Po kolejnej, długiej chwili ciszy, która sprawiała, że czułam się bardzo niekomfortowo, kobieta znów zbliżyła się do mnie. Prawą ręką uniosła mój podbródek. Wstydziłam się spojrzeć jej w oczy ale nie miałam wyjścia. Czułam się i wyglądałam jak podróbka. Jak kiepska, chińska podróbka. Brakowało mi tylko dopisku Made IN China. 

- Nie masz celów, nie masz zainteresować. Jesteś niezdarna i twierdzisz, że nic nie umiesz. A wczoraj zamiast przygotować się do dzisiejszej rozmowy, oglądałaś pewnie telewizję do późna. Dlatego się spóźniłaś, bo kiedy dzwonił budzik, ty klikałaś drzemkę.
-Coś w tym stylu - odpowiedziałam cicho czując jak cała oblewam się purpurą. Marzyłam, żeby stąd uciec.
-Myślisz, że się nadajesz do tej pracy?
-Myślę, że się do niczego nie nadaje - odpowiedziałam jej szczerze. Mówiąc to było mi już wszystko jedno.

Nie miałam pojęcia o czym myśli, ale poczułam ulgę kiedy puściła mój podbródek i odeszła parę kroków. Odwrócona do mnie tyłem, wyglądała przez okno na rozpościerające się przed nią miasto. 

-Wiesz, patrząc na ciebie mam wrażenie, ze patrzę na siebie z przed wielu, wielu lat do tyłu. 

Słysząc te słowa, nie do końca rozumiałam, co ona do mnie mówi. Ja? Podobna do niej? To nie możliwe. nigdy nie będę taka jak ona.

-Dam ci szansę. Dostaniesz tę pracę ale pod jednym warunkiem. Raz w tygodniu będziemy się spotykać i rozmawiać nie o pracy. Będziemy rozmawiać o tobie i o tym, co musisz zrobić, żeby przestać uważać się za nikomu niepotrzebnego śmiecia, który do niczego się nie nadaje.

-Nie rozumiem...- powiedziałam zmieszana.
-Jesteś szczęśliwa?
-Nie, nie jestem.
-A chcesz być?
-Chyba każdy chce. 
-To zgódź się - powiedziała odwracając się w moją stronę. 

Zabrakło mi słów. Usta wyschły mi na wiór, więc po prostu skinęłam głową.

-Bądź tu jutro. 07:00 rano.Punktualnie. 

Znów skinęłam głową. I wyszłam. Zdezorientowana. Całkowie wybita. 

Nie wiem jak i kiedy dotarłam do domu. Całe popołudnie leżałam na łóżku patrząc w sufit. Nie miałam pojęcia czego się spodziewać, ale po raz pierwszy od wielu, wielu tygodni miałam uśmiech na twarzy.  


Zapraszam w następny wtorek (6 lutego) na kolejny odcinek tej serii. Dla każdej z was, która nie czuje się dość dobra, ma wątpliwości, czuje się gorsza od innych i nie dość wartościowa - ta historia będzie dla was. 

Zapraszam. 

G.

3 komentarze: