165 Kocham to co robię! Hanka Chuliganka




hanka chuliganka

Kobiet jak Hanna Jewsiewicka - szczerych i otwartych, od których bije pozytywna energia, dobro, świadomość - dziś wiele w Polsce nie znajdziecie. Jest skromna, a niesienie pomocy innym, jest dla niej jak pierwsze śniadanie, oczywiste, normalne i niezbędne. Kocha podróże i zawsze wykorzystuje je na wiele sposobów - by poznać i wziąć coś dla siebie, by pokazać innym, być ich oknem na świat, by pomóc, dołożyć swoją cegiełkę do poprawy bytu ludzi, którzy mieli mniej szczęścia niż my i urodzili się w miejscach, gdzie woda, kromka chleba i ubranie, nie są oczywiste i gwarantowane.


Zapraszam was na wywiad z kobietą, która wraz z Martyną Wojciechowską jeździ na krańce świata. Pokazuje nam wielkie kobiety, które żyją inaczej niż my, ale czują tak jak my i tak jak my, potrzebują poczucia bezpieczeństwa, chcą się czuć piękne i potrzebne.

Kobiety, które tak jak dzisiejsza bohaterka kochają to co robię, żyją z pasją, są pogodzone ze sobą i dzielą się tym co mają, są skarbem i inspiracją. Ciężka praca, nutka szczęścia, podróże, pozytywne wibracje i potrzeba współdzielenia się szczęściem - to wydaje mi się przepis na życie według Hanki Chuliganki. Przekonajcie się sami.




1.        Co jest twoją pasją?

Moją pasją są podróże. Dużo podróżuję służbowo, ale chyba jeszcze więcej prywatnie. W tym roku odwiedziłam 14 krajów, z czego tylko 5 z kamerą. Ale możliwość łączenia pasji z pracą to największe szczęście. Zawsze dążyłam do tego, żeby móc powiedzieć, „Rób to co kochasz, a nie przepracujesz w życiu jednego dnia”.
Ale żeby nie było tak landrynkowo dodam, że podróżowanie z ekipą, nie jest podróżowaniem w czystej postaci. Wyjazdy z kamerą to wyjazdy na plan zdjęciowy. Mamy ograniczenia, plan do zrealizowania. Nie da się w takich warunkach być wolnym podróżnikiem. Kiedy jadę gdzieś sama to mam całkowitą wolność. Robię to co chcę, idę gdzie chcę, jem co chcę i co najważniejsze, wstaję o której chcę.

Wyobrażasz sobie pracować inaczej?

Nie wyobrażam sobie siebie za biurkiem. Kiedy siedzę z moją montażystką za długo nad jednym odcinkiem, ona mówi mi, weź już gdzieś pojedź bo zaczynasz być nieznośna. Nosi mnie.

Jak to się wszystko zaczęło? Skąd wzięła się twoja pasja?

Nie mam pojęcia. Moja mama nigdy nie podróżowała. Mojego tatę to ja zaraziłam podróżowaniem. Nie mogę powiedzieć, że od dziecka chciałam być podróżnikiem. Szczerze mówiąc chciałam być jak Ally Mcbeal, chciałam być prawnikiem. Życie zadecydowało za mnie. Na studia zdawałam do Warszawy na stosunki międzynarodowej, ale Warszawa mnie wtedy nie chciała. Poszłam na socjologię zaoczną do Poznania i zaczęłam pracę w gazecie w Gorzowie Wielkopolskim, skąd pochodzę. Później dzięki koleżance, trafiłam do telewizji kablowej. Zadzwoniła i powiedziała, że szukają ludzi do pracy, więc się zgłosiłam. Szybko mi się spodobało, pomyślałam, że skoro studiuje w Poznaniu, to może się do Poznania przeniosę. Będę w ciągu dnia chodziła na darmowy staż do poznańskiego oddziału TVP, wieczorami będę pracować w knajpie, żeby się utrzymać i nie brać kasy od rodziców, a w weekendy studiować. Miałam cały plan. Napisałam do telewizji wniosek o staż i wyobraź sobie, że dostałam odpowiedź od szefowej  TVP ale z Gorzowa. Napisała, że zna moje materiały, widziała co robię i proponuje mi pracę, ale w Gorzowie. Zostałam tam trzy lata i robiłam dosłownie wszystko. Na ostatnim roku studiów ponownie złożyłam cv do Poznania, ale już nie na staż. Dostałam pracę i przeniosłam się. Pracowałam tam siedem miesięcy. Zdążyłam kupić mieszkanie, do którego się nigdy nie wprowadziłam, bo w między czasie dostałam telefon z Warszawy. Zadzwoniła do mnie koleżanka, z którą pracowałam w Gorzowie. Tworzono codzienną redakcję Dzień Dobry TVN, szukali reporterów. Ona już tam zaczęła pracę wcześniej, poleciła mnie. Pojechałam na rozmowę i zostałam. 8 lat pracowałam przy realizacji tego programu.

Później producentka, z którą pracowałam w Dzień Dobry TVN, zaczęła produkować program„Kobieta na krańcu świata”. Z tego co wiem, coś tam o mnie opowiadała Martynie. W tym samym czasie Martyna słyszała o mnie też od Agnieszki Franus, która była jej vice naczelną w National Geographic, a z którą ją się przyjaźnię. Podobno, Martyna zapytała, czemu nie mogę z nią pracować przy programie. I tak się zaczęło. Właśnie zrobiłyśmy razem czwarty sezon, współpracujemy 4 lata.
Uważam, że jestem mega szczęściarą. Byłam w odpowiednim miejscu, w odpowiednim czasie. Ja sobie nie założyłam, że będę pracować z Martyną Wojciechowską. W całej ofercie telewizyjnej niewiele jest tak wartościowych programów jak „Kobieta na krańcu świata”. To takie okno na świat dla ludzi, którzy nie mają okazji poznawać świata.

Widzisz, mam wrażenie, że w moim życiu pewne rzeczy po prostu się zdarzają. Jestem cierpliwa, niczego nie przyspieszam. Jestem zadowolona z tego co mam. Nie potrzebuje lepszego czy większego samochodu, żeby poczuć się bardziej szczęśliwa. Jeśli komuś czegoś zazdroszczę, to tylko wolnego czasu.

Dla mnie podróżowanie jest sposobem na życie. Najlepszym relaksem. Kiedy wsiadam do samolotu, to wszystko zostawiam na dole. W czasie lotu czuję się wolna. To jest taki czas dla mnie. Niezależnie od tego co robię, czy czytam, czy słucham czy śpię, to jest taki czas bez maili, telefonów czy zadań do wykonania.


Oprócz tego, że sama kocham podróżować, to staram się też tym podróżowaniem zarażać innych. Zdarzyło mi się zabrać na wyjazdy montażystów, z którymi montowałam programy podróżnicze, a którzy nigdy nigdzie nie byli. Pytałam, czy im nie jest przykro tylko tak patrzeć na te ładne ujęcia i nie móc doświadczyć tego w realu. Dla mnie to trochę jakby lizać lizaka przez papierek. W końcu udało się mi ich namówić. Pawła zabrałam do Gruzji, a Elę do Paryża.Cudownie było ich obserwować, dzielić z nimi te chwile.



3. Z tego co opowiadasz, w to co robisz włożyłaś ogrom pracy. Ile w twoim sukcesie to ciężka praca a ile szczęście?

To chyba nigdy nie jest tylko szczęście albo tylko ciężka praca. W moim przypadku, dużo szczęścia, ale chyba jeszcze więcej ciężkiej pracy. W Dzień Dobry TVN pracowałam po 16 godzin dziennie. Na planie programu „Kobieta na krańcu świata” też spędzamy wiele godzin, śpimy w różnych warunkach, jemy w dziwnych miejscach. Nie każdy by to udźwignął. Ludzie nie zdają sobie sprawy, że to naprawdę ciężka praca nie dla wszystkich.

Zanim zaczęłam współpracować z Martyną Wojciechowską, dużo sama podróżowałam z kamerą. Wyjeżdżałam z Unicef i Polskim Centrum Pomocy Międzynarodowej. Byłam w Czadzie, gdy ten kraj borykał się z klęską głodu, byłam w Maroko w ośrodku dla samotnych matek. Byłam w obozach dla uchodźców w Jordanii i Libanie. Byłam na Majdanie w czasie rewolucji na Ukrainie. Zawsze bardzo chciałam pokazywać ludziom świat. Bardzo mało mówi się o polityce zagranicznej w polskich mediach. Poza tym często informacje przekazywane są tendencyjnie, z tezą. Nic ludziom nie jest tłumaczone.

Czego dowiedziałaś się o siebie w czasie podróży? Czego się nauczyłaś?
Ja nie widzę koloru skóry, religii, przekonań. Ja widzę człowieka. A pochodzę z miasta, w którym ludzie oglądali się za czarnoskórym na ulicy. Podróże mnie wiele nauczyły. Przy podróżowaniu trzeba wiele rzeczy zrozumieć, nauczyć się. Trzeba mieć dużą empatię. Nie do wszystkiego możesz się przygotować. Musisz być otwarty. Podzielę się z Tobą pewnym spostrzeżeniem. Masz Instagrama, ja też, wszyscy lubimy oglądać ładne zdjęcia. Jak myślisz, ile lajków dostałaby kolorowa fotka z Afryki? Obie wiemy, że dużo. Osoba, która zamieszcza takie zdjęcia, często czerpie z tego korzyści.  A co mają z tego osoby uwiecznione na tej fotografii? Najczęściej nic. Nie mówię, że ja nigdy nie zrobiłam takiego zdjęcia. Ale w pewnym momencie zaczęło mi to przeszkadzać, zaczęłam się zastanawiać, co mogłabym dać od siebie? I wymyśliłam. Teraz kiedy wyjeżdżam biorę ze sobą Instaxa i zrobione nim zdjęcia rozdaję, żeby oni też mieli pamiątkę.

Ostatnio wpadłam na jeszcze jeden pomysł. Po zrobieniu porządków w szafie i obdzwonieniu Domów Samotnej Matki w Warszawie, w celu znalezienia takiego, któremu przydałyby się moje rzeczy, trochę zwątpiłam. W żadnym niczego nie potrzebowali. Wtedy pomyślałam, że skoro ja mam problem z oddaniem całkiem fajnych ubrań, to moje koleżanki też mogą mieć tak samo. A przecież znam miejsca, gdzie bardzo by się z tych rzeczy ucieszyli. Co prawda znajdują się nieco dalej niż w Warszawie, ale czasami warto nadłożyć drogi.
Zorganizowałam spontaniczną zbiórkę ubrań i butów na Facebooku. Przez przyjaciółkę skontaktowałam się z Wizz Air i poprosiłam o  dwa darmowe bagaże do Gruzji. Jak powiedziałam, że chcę przewieźć 60 kg ubrań dla potrzebujących, pomogli z wielką chęcią. Za bilety dla siebie zapłaciłam sama, leciałam tam na wesele. Rzeczy zawiozłam do Ośrodka dla ofiar przemocy w Zugdidi. Kobiety, które uciekają z domu przed mężem – oprawcą, często nie mają szansy spakować rzeczy. Zostają bez niczego. Bardzo ale to bardzo ucieszyły się z tych ubrań.

Uważam, że powinniśmy się dzielić tym, co mamy. A czasami to tak proste rzeczy.

Zostało mi ostatnio dużo wędliny. Mój chłopak wyjeżdżał, a ja nie jem mięsa. Najłatwiej byłoby to wyrzucić. Ale ja nie cierpię wyrzucać jedzenia. A wiem, że co tydzień w poniedziałek na Dworcu Centralnym w Warszawie, odbywa się akcja „Daj Herbatę” dla bezdomnych. Jej inicjatorką jest Kasia Nicewicz. Co tydzień o 20:00 bezdomni dostają ciepłą zupę i herbatę. Zmobilizowałam mojego chłopaka, kupiliśmy bułki i zrobiliśmy kanapki z wędliną, której mieliśmy nadmiar. Zawieźliśmy je na dworzec. Zajęło nam to może z godzinę.



 4. Z jakimi problemami zmagasz się na co dzień?

W moim przypadku to chyba przede wszystkim z brakiem czasu. Nie mam go wystarczająco dla rodziny i przyjaciół. Za szybko wszystko się dzieje, zbyt intensywnie. Z jednej strony tak lubię, ale z drugiej czasem chciałabym mieć chwilę by wziąć głęboki oddech. Ja nie mogę się jednak oderwać od pracy. Jak nad czymś pracuje to ja tym żyje i nie mogę się na niczym innym skupić. Nawet jak czytam książkę, a jestem w trakcie realizacji jakiegoś projektu, to ciężko mi się  na niej skupić.  Ja nawet po pracy, myślę o swojej pracy, żyję tym, nie mogę się oderwać. Żyję historią człowieka, o którym robimy program. Jestem generalnie typem, który bardzo się przejmuje, za bardzo.

5. Jak ładujesz baterie? Jak się relaksujesz?

Chyba tylko w Gruzji potrafię robić to najbardziej skutecznie. Może dlatego jeżdżę tam tak często, w sumie była już ponad 50 razy, tylko w tym roku czterokrotnie. Ja tam jem, tańczę, piję i spotykam się z przyjaciółmi. Gadam z ludźmi. Rzadko jadę żeby coś zwiedzić, bo już prawie wszędzie byłam. Generalnie nie robie tam nic, po prostu odpoczywam.

6. Jak już najdziesz czas, to co czytasz?

Nie lubię science fiction, lubię reportaże. Mogę polecić "Jądro dziwności" Petera Pomeransteva, reportaż o współczesnej Rosji. Bardzo dobrze czytało mi się też "Zabójcę z miasta moreli" Witolda Szabłowskiego. To z kolei o Turcji.
Wiesz, u mnie to jest wszystko spójne. To nie jest tak, że kocham torebki i wysokie obcasy, zwykle chodzę w dżinsach i trampkach. W życiu ma być wygodnie, jak w czasie podróży. I kiedy czytam coś albo oglądam to raczej też historie ludzkie. Nie mówię, że nie przeczytam kryminału. Ale w związku z tym, że mam tak mało czasu, wybieram historie, które mogłabym przenieść na ekran.

Nie mówię, że czasami nie spędzam głupio czasu oglądając Insta Story, to też robię. Takie totalne odmóżdżenie. Zawieszam się na pół godziny. Ale jak ostatnio wyświetliło mi się w telefonie, że spędzam średnio dwie godziny na mediach społecznościowych dziennie, to się  trochę przeraziłam. Mogłabym przecież ten czas lepiej wykorzystać. Coś przeczytać. Więc zaleciłam sobie detox. Trzymaj za mnie kciuki.



7. Ulubione doświadczenie? Ulubiony wyjazd?

Każdy do Gruzji. Jednym ze wspanialszych wspomnień, jest też podróż nad jezioro Bajkał, a konkretnie rejs po Bajkale. To było 6 lat temu, na przełomie maja i czerwca. Przedzieraliśmy się statkiem przez pola lodowe. Nie mieliśmy ani internetu ani zasięgu i to aż przez tydzień. Byłam tam z przyjaciółką. Oprócz nas byli sami Rosjanie. Co ciekawe oni nie mówili po angielsku, a ja jeszcze wtedy ni w ząb po rosyjsku. Ale to nie przeszkodziło nam w zaprzyjaźnieniu się. Do dziś od czasu do czasu do siebie piszemy.

A i jeszcze jednego wyjazdu nie zapomnę nigdy. Do Czadu. Pojechałam tam ze złamaną nogą. Złamałam ją dziesięć dni przed wylotem. Lekarze stukali się w czoło, odradzali, jeden na trzech, u których byłam, powiedział, że w sumie to mogę jechać. Bardzo chciałam to usłyszeć. Ponosiłam przez dziesięć dni ciężki gips, tuż przed wylotem zmieniłam go na lżejszy. Zabrałam ze sobą zastrzyki przeciwzakrzepowe i sama je sobie robiłam...w brzuch.  Było ryzyko, ale podjęłam je i nic się nie zdarzyło.
W rzeczywistości wyjazd okazał się dużo łatwiejszy niż życie w Warszawie, w listopadzie, w mieszkaniu na czwartym piętrze bez windy. Udowodniłam sobie, że wszystko jest w głowie.

8. Za co jesteś najbardziej wdzięczna?

Za ludzi w moim życiu.

Dużo osób ma dziś problem z budowaniem i pielęgnowaniem relacji. Żyjemy szybko, jesteśmy interesowni, spotykamy się i dzwonimy do kogoś, jak czegoś potrzebujemy. Ja staram się tak nie postępować. Dużo czasu i energii poświęcam na relacje z ludźmi. Wiele z nich bardzo cenię i pielęgnuje. Buduję taką siatkę ludzi na całym świecie, na których potem mogę liczyć, a oni mogą liczyć na mnie. Kolega reporter śmiał się ostatnio, że jakby spotkał na Grenlandii samotnego pingwina, to nawet jak ten pingwin nie będzie mnie znał, to będzie znał kogoś kto zna mnie.
Mój chłopak z kolei się śmieje, że nasze mieszkanie jest jak hostel, bo ciągle ktoś u nas nocuje. Mieszkamy w centrum miasta, więc to dobra miejscówka. Niektórzy twierdzą, że serwujemy też niezłe śniadania.

 9. Masz jaką poranną rutynę? Co robisz codziennie przed zaśnięciem?

Tak, próbuje zdążyć do pracy, bo bardzo lubię spać. Nie będę ściemniać, że piję rano ciepłą wodę z cytryną czy kawę w ulubionej kawiarni. Wstaję i próbuję zdążyć na autobus do pracy. Wieczorem też mam różnie. Czasami oglądam seriale na Netflixie z moim chłopakiem, a czasami idziemy do kina albo zjeść coś dobrego. Co najmniej dwa razy w tygodniu spotkam się z przyjaciółkami albo po prostu z kimś, bo wokół mnie dużo jest fajnych ludzi.  A po za tym nie mam żadnych rutyn.



10. Co lubisz w ludziach najbardziej?

Jak są prawdziwi. Jak nikogo nie udają.

11. Czego nie cierpisz w ludziach?

Nieszczerości! Jak ktoś mówi jedno, myśl drugie, a trzecie mówi komuś innemu. Ja cenię sobie totalną szczerość, nawet jak czasami boli. Sama też bywam szczera, czasami zbyt szcera. Nie wszyscy to dobrze znoszą.

12. Marzenia? Plany na przyszłość?

Ciężko jest mi o tym mówić jako o marzeniu, ale z takich rzeczy do zrealizowania, to chciałabym mieć dziecko. Uważam, że to najfajniejszy projekt, który jeszcze przede mną. Chciałabym być mamą, która będzie miała czas dla swojego dziecka i nie będzie go wychowywała przez telefon, która pokaże mu świat.

13. Na koniec nasunęło mi się jeszcze jedno pytanie, słuchając tego co mówisz. Jak nauczyłaś się tego dystansu do siebie? Jak nauczyłaś się tej pewności siebie i akceptacji?

Wiesz, jestem dziewczyną z małego miasta, która trafiła do dużej Warszawy. Nie było łatwo. Ale szybko zauważyłam, że ludzie, którzy wydają się pewni siebie przed kamerami, często tacy nie są. Dużo w tym kreacji. Ja nigdy nie udaje. Staram się żyć tak, żeby nikomu nie robić krzywdy. Staram się nie przerzucać na nikogo swoich negatywnych emocji, choć jak każdy miewam je. Jak podejmuję decyzje, to zawsze tak, by były w zgodzie ze mną, nawet jeśli miałabym stracić pracę albo możliwość zarobienia pieniędzy. Nic wbrew sobie. Staram się być osobą, która patrzy na siebie rano w lustrze i się lubi.
Po za tym, mam fajne życie, fajnego chłopaka, stać mnie żeby podróżować. Idę do celu. Najważniejsze to podjąć decyzję i robić swoje.

 





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz