117 Alfabet kobiecości ELA


Istnieje wiele rodzajów strachu. Strach przed zrobieniem kroku do przodu. Kiedy nie masz gruntu pod nogami, wisisz gdzieś w powietrzu, i musisz zaufać innym oraz temu, że sprzęt nie zawiedzie.  Albo kiedy boisz się rezultatu, więc nie ryzykujesz. Kiedy zastanawiasz się jakim cudem starczy ci pieniędzy do końca miesiąca i za co wyremontujesz wiecznie psujące się auto. Kiedy boisz się odkryć, pokazać jaka jesteś w środku. Kiedy mówiąc "kocham cię"  jako pierwsza, narażasz się na odrzucenie. Kiedy jesteś naga i wyobrażasz sobie wszystkie te okropne myśli, które może mieć osoba na ciebie patrząca.


Strach. Strach był wiecznym kompanem Eli przez całe życie. Ela była niską, szczupłą dziewczyną, która nie lubiła patrzeć w lustro. Odkąd pojawiła się na świecie, cały czas słyszała rozważne słowa rodziców - Uważaj! Nie dotykaj! Nie rób, bo się pobrudzisz! Nie wchodź, bo spadniesz! Więc nie wchodziła, bo nie chciała by rodzice się na nią gniewali. 


Kiedy była w szkole średnie wszyscy nauczyciele byli pod wrażeniem jej wiedzy i talentu. Była świetna w językach, pisała niesamowite wypracowania, ortografię miała w małym palcu. Nie brała jednak nigdy udziału w konkursach czy olimpiadach, gdyż bała się. Porażki. Publiczności. Publicznego obnażenia. Bała się, że przyjdzie moment kiedy wszyscy uświadomią sobie, że wcale nie jest taka bystra. Ona bynajmniej nie czuła się mądra. Czuła się głupia i nigdy nie wierzyła w durne komplementy. Ale z pokorą i dobrą miną słuchała, siedziała, próbowała się nie wyróżniać. Nigdy nie podejmowała ryzyka. Lubiła swoje bezpieczne miejsce, bezpieczny punkt widzenia. Marzyć też się bała, choć w snach była jednak bardziej odważna. W snach badała kosmos. Odkrywała dinozaury. Zdobywała szczyty.


Do domu chodziła jedną drogą, nigdy z niej nie zbaczała. Nie lubiła nowych ludzi, nie zawierała nowych znajomości. I płakała. Wieczorami, w łóżku. Żeby nikt nie słyszał. Bo była nieszczęśliwa. Gdy wstawała rano, to z niechęcią i głową pełną wymówek. Ale robiła wszystko to, czego od niej oczekiwano. 


Zakochała się gdy miała 18 lat. Chłopak w równoległej klasie od dawna próbował się z nią umówić. Ona nie chciała. Wykręcała się nauką, obowiązkami. Uległa tylko dlatego, by dał jej spokój. Poszli do kina i na pizzę zaraz po. I patrząc mu w oczy zrozumiała jak wiele w jej życiu brakowało. Jej świat był szary, nijaki a Krystian zaczął malować go kolorowymi kredkami.


Pocałował ją po raz pierwszy trzy tygodnie poźniej. Jego usta smakowały tak niesamowicie, że czuła je na swoich przez długie godziny. Motyle w żołądku, w głowie, w całym ciele setki, tysiące mrówek.

Czuła podniecenie pierwszy raz w życiu. Chciała żyć. Chciała doznawać i próbować nowych rzeczy. Ale z nim. Pierwszy raz w życiu jeździła na diabelskim młynie. Pierwszy raz jeździła skuterem i pływała w jeziorze po zmroku. Bała się dalej, strach zawsze czuła pod skórą. Ale wtedy on chwytał ją za rękę i pomagał zebrać w sobie dość odwagi na wszystkie jego dziwne pomysły.


Ich szczęście skończyło się wraz ze szkołą. Rodzice Eli nie akceptowali jej "kolegi" i zrobili wszystko by na studiach wylądowali w dwóch różnych częściach Polski. 


Ela była załamana. Bez Krystiana. Bez rodziców, którzy zawsze mówili jej co i jak. Tym razem ona miała decydować. Studiowała medycynę. Rodzice widzieli w niej chirurga. To taki dobry zawód. Nie myśleli o tym, że boi się widoku krwi i ostrza skalpela. Nie wychowali ją na kobietę, która potrafiłaby decydować o własnym życiu, a gdzie dopiero o cudzym. Ale to było nie ważne. Wiedzieli lepiej. 


Na studiach miała serię wykładów z asertywności i rozwoju osobistego. Podejmowanie decyzji to nie łatwy proces mówił. I słuchając faceta na podium w audytorium, coś w niej zapłonęło. Parę słów. Parę zdań, które dotarły prosto do serca, omijając poustawiane przez rodziców i społeczeństwo zapory.


Zaczęła prowadzić pamiętnik, czytać jak opętana, głównie biografie kobiet, i intensywnie myślała. Czego ona chce od życia?


Każdego dnia wpływały nowe myśli, nowe pomysły na siebie. Wszystko zapisywała. To co myślała, co czuła, co słyszała a do niej przemawiało. Ale dawała sobie czas. Chciała tę decyzję podjąć sama, bez nacisku innych czy okoliczności. Choć raz sama chciała podjąć decyzję zgodną z nią samą.


Na trzecim roku przeniosła się na bałkanistykę. Studiowała języki, kulturę i historię innych krajów. Pozwoliła sobie na odrobinę fascynacji. Żar w niej zaczął płonąć ustępując miejsca pożarowi.  Rodzicie dowiedzieli się o zmianie wydziału przypadkiem. Ela nie pytała ich o zdanie. 


Byli wściekli. Przestali wysyłać jej pieniądze.powiedzieli wiele przykrych słów. Ale Ela nie upadła. Wręcz przeciwnie. Uniosła się na granice swoich możliwości, która każdego dnia coraz bardziej się zacierała. Dostała stypendium naukowe i dorabiała w kawiarni. Pierwszy raz w takim tempie, bez przygotowania, zaadoptowała się do nowej sytuacji. Sama. I była z siebie dumna. 


Po roku pojechała do Bułgarii na Erazmusa i jej skrzydła rozwinęły się w pełni. Sama tej decyzji nie podjęła. Namawiał ją Patryk, przed długie tygodnie. Wiedział, że marzy o podróżach a dotychczas nigdzie nie była. Zakochał się w niej, ale chciał czekać. Chciał by była szczęśliwa. 


I faktycznie była. Z każdą stroną zapisaną w swoim dzienniku była szczęśliwsza. Wdzięczna. Cierpliwa. Uważna i świadoma. Uważna, nie zamknięta pod kloszem albo w wielkiej bańce mydlanej. Owszem, było tam bezpieczniej, jednak czy na pewno lepiej?


Kiedy pierwszy raz poszła z Patrykiem do łóżka, ręce i nogi jej się trzęsły. Nie potrafiła spojrzeć mu w oczy. Wstydziła się siebie i swojej nagości. Nie była idealna. Wiedziała o tym. Ściągając z siebie bluzkę i rzucając ją na podłogę czuła się jak na pograniczu zawału. Ale nie była tchórzem. Już nie. Do tego tak bardzo go pragnęła. Tak bardzo pragnęła jego ciepła i miłości. Wydawała się jej taka bezwarunkowa. Rodzice na pewno ją kochali, wiedziała o tym. Chcieli dla niej jak najlepiej, ale zapominali , że ma prawo do własnych decyzji, do własnych poglądów i do tego by żyć tak jak tego chce. Z sercem na dłoni, rozumem i oczamim szeroko otwartymi. 


Stojąc na szczycie jakiegoś wzgórza w Bułgarii uświadomiła sobie jak wiele ją w życiu ominęło.  Z tak wielu rzeczy rezygnowała, ze strachu, ze wstydu. Ale nie winiła nikogo. Nie chciała zarzucać rodzicom, że ją źle wychowali. Dali jej tak wiele. Dom. Poczucie bezpieczeństwa. Zadbali o jej zdrowie i edukacje. Miliony dzieci na świecie tego nie ma i nigdy mieć nie będzie. Nie miała prawa narzekać. 


Nie płakała już wieczorami, nie rozczulała się nad sobą. A strach? Testowała każdego dnia czy znikł. Czy dalej w niej siedzi. I siedział. I nie było jej łatwiej. Ile razy skakała ze spadochronem z samolotu czy zjeżdżała po linie w kanionach w trakcie wspinaczek, bała się. Ale strach już jej nie paraliżował. Powtarzała sobie w głowie ulubiony cytat z bajki z dzieciństwa: raz, dwa, trzy na me wezwanie, a za  czwartym niech się stanie, a za piątym niech tu będzie, a za szóstym huknie wszędzie. Trwało to nie więcej niż 5 sekund, i zawsze potem słyszała huk i puszczała się, leciała krzycząc na całe gardło. Doświadczała życia z podniesionym czołem i uśmiechem na ustach.


Nie były to tylko piękne doświadczenia. Jeszcze przed końcem studiów zmarł jej tata. Zdążyli się pogodzić. Zrozumiał jak wielką pasją są dla niej języki. Jak bardzo chciała jeździć po świecie i poznawać innych ludzi. Zrozumiał jak inna jest od niego i to zaakceptował. Zaakceptował ją taka jaka faktycznie była i kochał, dalej kochał ją mocniej niż cokolwiek innego. I choć nie był wylewny ani nigdy specjalnie nie lubił czułości, to Ela miała to już gdzieś. Wiedziała, że ją kocha i nigdy jej nie odtrąci. Więc mając dwadzieścia pięć lat wspinała mu się na kolana jak mała dziewczynka, przytulała z całych sił i kochała. 


Niedługo potem zmarł Patryk. Jej wielka miłość. Jej druga połówka. Próbował się leczyć ale nie wygrał ze śmiercią. Rak był silniejszy tym razem, silniejszy niż jego chęć życia. Był z domu dziecka więc to Ela go pochowała. On nauczył ją jak żyć a teraz sam to życie stracił. I choć chciało jej się wyć do księżyca, krzyczeć i oskarżać wszystkich, to jakoś się z tym uporała. W ramionach matki. Bo to śmierć je zbliżyła. 


Wyjechała na bardzo długo. Uczyła języków, była lektorką w wielu krajach. Poznała tysiące ludzi. I walczyła. Ze strachem. Strachem przed samotnością. Przed śmiercią. Przed porażkami. Przed ludźmi i tym, jak bardzo potrafią ranić.


Podążała własną ścieżką i nigdy nie spuszczała z niej oczu.

Pamiętała siebie jako małą dziewczynkę i jako tę większą, na medycynie. Pamiętała jak się wtedy czuła. Nie nie chciało jej się czasem wierzyć jak bardzo życie potrafi się zmienić, jak potrafi zaskoczyć. Jak potrafi zachwycić i poddać w zwątpienie wszystko to w co wierzysz. Ale Ela pokochała je. I pokochała siebie poprzez lata praktyki i determinacji. Wiedziała już, że choć życie nie jest proste, to nie dzieje się jej na złość ale dzieje się dla niej.

9 komentarzy:

  1. Prze cudowna to jest powieść.Szkoda tylko że w ogóle tutaj nie ma żadnych ludzi na tym blogu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co masz Na myśli mówią że nie ma tu ludzi?

      Usuń
    2. Kochana to, że nie ma wielu komentarzy nie oznacza, że nikt tego nie czyta. :)

      Usuń
  2. Piękna opowieść o życiu, o walce - z samą sobą. Ciekawe, czy oparta na faktach i na jakiejś istniejącej osobie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystkie moje historie są w mniejszym lub większej stopniu oparte na prawdziwych kobietach. Dziękuje Za pozytywne słowa!

      Usuń
  3. Nie wiem czy Twoje historię to prawdziwe wydarzenia, ale wiem, że opowiadanie o tak głębokich uczuciach jest bardzo trudne. I widzę, ze wiele z nas, kobiet, ma z tym problem. Sama widzisz, że bardzo dużo osób czyta blog,a nie wiele masz komentarzy. Sama podpisuje się anonimowo, by ktoś ze znajomych nie zobaczył jaka jestem słaba i problemowa. Wiem natomiast, że Twoje teksty dają mi dużo do myślenia i działania. Nie wiem czy osiągnę sukces, ale nic nie stracę jeśli zacznę zmieniać swojej życie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uwierz, że ci się uda! Nie jesteś słaba i problemowa. Raczej świadoma, jeśli czytasz, i próbujesz coś zmienić. Niech nie zmylą cię uśmiechy innych. Każdy zmaga się z czymś...tylko generalnie mamy tendencje do ukrywania siebie, swojej wrażliwości, wstydzimy się swoich zmagań... ale każdy z nas jest człowiekiem, a to znaczy że mamy podobne problemy, czasem nawet bardzo podobne lub takie same, niezależnie od statusu, pochodzenia czy zawodu. Z całego serca dziękuje ci za dobre słowa, i komentarz. Wiem, że poruszam trudne tematy, ale chyba warto. Ktoś musi zacząć dziś by jutro było inaczej. I jeżeli moje słowa pomogą choć niewielkiej ilości kobiet, to wiem że warto.

      Usuń
    2. To nie do końca jest tak, że się wstydzimy swoich słabości, leków, kompleksów, dlatego ich nie ujawniamy i o nich nie mówimy. Po co mówić o swoich problemach, żeby usłyszeć "Wszystko będzie dobrze", to sama mogę sobie powiedzieć, a moje problemy przez to nie zniknął. Już wolę czytać pani historie, one mnie autentycznie wzmacniają i tylko żałuję i jest mi wstyd, że brak mi wiary w siebie i takiej odwagi do podejmowania ryzyka.

      Usuń
    3. Nie ma co wstydzić wstydzić ludzkich emocji, nie ma co żałować i rozpamiętywać. Ryzyko to odwaga, a odwagę trzeba ćwiczyć. Najpierw na małych rzeczach, bo w sumie wszystko w życiu jest małe albo duże z odpowiedniej perspektywy... nie powiem ci że będzie dobrze, bo to już zależy od ciebie i od tego w co wierzysz. Ale z całej siły życzę ci tej odwagi i różnych perspektyw, by widzieć świat w wielu wymiarach . :)

      Usuń