48 Kocham to co robię! - Sałatka po grecku


Sałatka po grecku - czyli cudowna Dorota Kamińska, Polka w podróży, która z uśmiechem na twarzy robi to co kocha. Zarabia podróżując po Grecji. Pisze i czerpie inspirację z cudownych widoków jakie ją otaczają na co dzień . Dopiero w ciszy, bez pracy i perspektyw, usłyszała siebie. Jej marzenia są wielkie i przerażające, ale to tylko ją inspiruje do ich osiągnięcia. Przeczytajcie jak Dorota doszła do miejsca , którym jest dziś. 



Uwielbiam podróżować, zwiedzać, przemieszczać się. Być nieustannie w ruchu. Poznawać ciągle coś nowego. A później… Przelewać wszystko, co mnie zaciekawiło na papier. Jestem po uszy zakochana w Grecji. Najwięcej podróżuje, więc po Elladzie i nieustannie o niej piszę. 

Mój rok jest podzielony na dwie zupełnie różne części. Całe lato, koniec wiosny i początek jesieni, spędzam na wyspie Korfu. To właśnie na niej prowadzę moje biuro, organizując dla polskich turystów wycieczki. Pracuję więc jako pilot w swojej firmie. Pozostałą część roku spędzam na kontynencie. Kiedy przychodzi jesień, aż do samej wiosny, skupiam się na pisaniu o Grecji i Korfu, prowadząc mojego bloga Sałatka po Grecku. Publikuję również w gazetach i na  stronach internetowych. A przy tym czytam, uczę się, szperam, grzebię o wszystkim co związane jest z tematem Korfu i Grecji. Najpierw zaczęłam pisać swojego bloga i na podstawie niego stworzyłam firmę. Ogromna część moich klientów, jest jednocześnie moimi czytelnikami.


Moja praca to moja pasja. I to tak na 100%. Moja pasja jest w tym momencie moim źródłem utrzymania. Pracą na dwa etaty. W dzień, kiedy pracuję i w nocy, kiedy o niej myślę. 

Z wykształcenia jestem historykiem sztuki. Kiedy kończyłam studia, nie miałam jeszcze pomysłu na siebie. Chciałam zacząć uczyć sztuki w szkole i prowadzić lekcje o sztuce w muzeum. Dokładnie tak zaczęło się dziać. Ale gdzieś w środku czułam, że to jednak chyba nie to. Że zamknięta w sztywnych ramach instytucji, gdzieś w środku dławię swoją kreatywność. Ten okres był dla mnie ciężki. Wiedziałam, że droga którą życiowo obieram, to nie to. Pytanie: „co chcę robić w życiu?”, ono dosłownie nie dawało mi spać! Nie mogłam wytrzymać ze świadomością, że zaczynam robić coś, co nie jest zgodne z moim przeznaczeniem. W końcu, razem z moim mężem Grekiem, z którym mieszkaliśmy w Polsce stwierdziliśmy,  że spróbujemy mieszkać w Grecji. To był dla mnie moment przełomowy. Zaczynaliśmy od całkowitego zera. I dopiero wtedy zobaczyłam, że mam przed sobą białą kartkę, na której moje życie mogę pisać od nowa. 

Moja pasja i praca to jedność. Mieszkam w Grecji, opowiadam i piszę o niej, cały czas się jej też uczę. Do Grecji wyjechaliśmy sześć lat temu. Swojego bloga piszę od pierwszego dnia po wylądowaniu. Jest to praca, która nie ma ram: od - do. Trwa właściwie cały czas. Od początku prowadzenia mojej firmy, dopiero tej jesieni, pierwszy raz na krótkie wakacje pojechałam bez komputera. I pierwszy raz od kilku lat, nie sprawdzałam skrzynki mailowej. Stworzenie ze swojej pasji pracy, jest fantastyczną rzeczą. Ale jest to również piekielnie ciężkie.
          
Kiedy przylecieliśmy do Grecji, ogłoszono wielki, grecki kryzys. To był dokładnie ten najgorszy moment. Zero perspektyw na pracę. Media trąbiły, że Grecja może za chwilę zbankrutować. Przez pierwsze pół roku, żyłam ze swoich oszczędności i nie pracowałam. To był dość ciężki okres, ale to właśnie wtedy pierwszy raz w moim dorosłym życiu pojawiła się cisza, w której mogłam usłyszeć siebie. Wtedy też zupełnie szczerze odpowiedziałam sobie na pytanie: co chcę robić  w życiu? Odpowiedzi przyszły dwie: podróżować i pisać. I to się właśnie dzieje. 

Punktem przełomowym w drodze do miejsca, w którym teraz jestem, był przypadkowo przesłuchany jeden z wywiadów Jacka Canfielda. To wtedy, pierwszy raz usłyszałam, że naprawdę mogę mieć życie, takie jakie chce. Usłyszałam też, jak to zrobić. Później zaczęłam czytać jego książki i naprawdę stosować techniki, które są w nich opisane. A później przyszła dalsza praca nad rozwojem osobistym, co szybko zaczęło przynosić rezultaty między innymi w mojej pracy.

Inspirują mnie ludzie. Bardzo świadomie wybieram ludzi, którymi się otaczam. Dzięki temu jest wokół mnie grono fantastycznych ludzi, którzy zajmują się najróżniejszymi rzeczami. Piszą. Projektują. Robią na drutach. Gotują. Uprawiają sport. Czytają. Inspiruje mnie kiedy widzę, jak ktoś robi coś fajnego i coś mu się udaje. I w drodze do swojego celu, staje się przy tym lepszy. Daje mi to ogromną siłę do moich działań. 

Potężne pokłady siły, czerpię od mojego męża. W momentach kiedy coś się wali, nie mam siły, albo mam kryzys z uporem maniaka powtarza mi że jestem silna, najlepsza, skazana na to żeby mi się powiodło. Mam też wielkie wsparcie w mojej rodzinie. Moja mama zawsze tylko śmieje się, kiedy czymś się martwię. Zawsze mówi mi, że i tak jest przekonana, że ze wszystkim sobie poradzę. A jeśli pojawi się trudność, to jeszcze na niej coś wygram. 

Czytam zawsze w podróży  i zawsze przed snem. Nie czytam dużo, ale bardzo dokładnie. Jeśli mam w rękach coś ważnego, analizuje szyk zdań, dobór słów, nawet to gdzie jest w zdaniu przecinek i dlaczego melodia słów jest taka, a nie inna. Kocham wszystko co  napisał Frederick Forsyth. Uwielbiam opisy w książkach Stephena Kinga. I nie mogę odżałować, że Tove Jansson napisała tak mało. Uwielbiam prosty, nawet nieco ascetyczny styl w pisaniu. Teraz rozkoszuje się Hemingway’em.


Moje motto: „Jeśli nie boisz się swoich marzeń znaczy to, że nie są wystarczająco wielkie”. 




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz