18 Namiętność

Budzę się, otwieram oczy i rozglądam się dookoła. 

Co mnie obudziło? 

Mija chwila nim uświadamiam sobie gdzie i z kim jestem. Wyciągam przed siebie rękę i szukam jego
ciała w pościeli. Ale łóżko jest puste. W pokoju jest prawie ciemno. Przez zaciągnięte zasłony przedziera się nieśmiało światło, jednak nie ma go dziś za dużo. Słyszę bębniące o taras krople deszczu. 

No pięknie. I po robocie. 

Deszcz niszczy wszystkie nasze plany na ten dzień. Leżę nieruchomo w ciepłej pościeli, oddychając głeboko, wdychając świeże powietrze docierające do mnie przez uchylone drzwi tarasu. Po głowie lataja mi niepsokojne myśli. Po chwili decyduje się wstać z łóżka. Podchodzę do okna. Otwieram drzwi i wychodzę na taras. Nawet w deszczu widok jest powalający. Skąpane w zieleni niebo, które dziś jest zasnute ciemnymi, granatowymi chmurami, wygląda jak z obrazu Moneta. W oddali słychać zbliżającą się burzę. Podziwiam ten widok, i mój zły humor, budzący się we mnie od momentu otwarcia oczu znika zupełnie. Przepełnia mnie wdzięczność za piękno, którego mogę doświadczyć i którym mogę nacieszyć oczy.

Chwilę później słyszę otwierające się drzwi i Damiana wchodzącego do pokoju. Jest cały spocony. Jego włosy i ubranie są kompletnie mokre. 
- Spacer w deszczu? - pytam patrząc na niego, podziwiając kolejny piękny widok. Jego zgrabne, męskie ciało jest bardzo pociągające. Jego błękitne oczy pasują do dzisiejszej pogody swoim głębokim odcieniem a jego wyraz twarzy jest cudowny. Lekko uśmiechnięty, z pogodnymi oczami i dołeczkami przy ustach. 
- Tenis. Rozegraliśmy parę setów z chłopakami z ekipy filmowej - mówi ściągając przemoczoną koszulkę. 
- Wychodzę na strasznego śpiocha przy tobie - żartuję, odwzajemniając jego uśmiech.
- Bo nim jesteś - odpowiada zadziornie - Dziś i tak laba. W taką pogodę nie damy radę zrobić żadnych dobrych zdjęć. 
- No właśnie niekoniecznie. Może wykorzystamy urok tej pogody na naszą korzyść. Możemy przy tym wyciągnąć więcej walorów Zielonego Domu i jego udogodnień. 
- Może i masz rację. Dobre myślenie. Zadzwonię do Jacka. Niech mi powie jak to wygląda z technicznej strony. 
- Spokojnie. Może najpierw prysznic? - sugeruję wchodząc z powrotem do pokoju, zrzucając z siebie jego granatową bluzę, w której najwidoczniej spałam. 

Damian patrzy na mnie z niedowierzaniem. Jego jeszcze szerszy uśmiech tylko mnie zachęca do dalszych prowokacji. Podchodzę do niego i zaczynam go powoli rozbierać. Jego morke ciało, męski zapach, głębokie spojrzenie i ten zadziorny uśmiech są dla mnie wybuchową mieszanką. Rozbieram go niespiesznie a on stoi prawie nie ruchomo, dając mi działać. Po paru sekundach tej spontanicznej gry wstępnej, rzucamy się na siebie, nienasyceni. 

Parę godzin później jesteśmy przy Zielonym Domu, pochłonięci pracą. Urok okolicy, która wygląda jakby wycięto ja z jakiejś powieści przyrodniczej jest powalający. Wszechotaczająca zieleń skąpana dziś w deszczówce, śpiew ptaków, których nie słyszę na co dzień w mieście, i ten zapach - ziemi, świeżości, soczystości. Powietrze zdaje się mieć tu smak równie pyszny jak lody śmietankowe które pamiętam z dzieciństwa. Jedym słowem raj w dziczy.

Kiedy kończymy zdjęcia jest prawie dwudziesta druga. W między czasie wiatr przewiał chmury a na rozpogodzonym niebie rozbłysło słońce. Mamy świetny materiał. Jestem pewna, że to będzie bombowy spot. Każdy kolejny sukces sprawia, że mój umysł pracuje na coraz wyższych obrotach. Pomysły same przychodzą mi do głowy. Jestem jak w transie. I co najważniejsze, wierzę w to co robię. I nie jest to dla mnie tylko robota do wykonania. W moich żyłach buzują endorfiny, których nawet tęsknota za Hanią nie jest w stanie wyeliminować. Przepełnia mnie energia i naprawdę czuję, że żyję. 

Cały dzień, co chwilę zerkałam w stronę Damiana, podziwiając jego spokój, opanowanie i wiedzę, którą zdawało się ma na każdy temat. On też zerkał na mnie od czasu do czasu i wręcz czułam budujące się między nami napięcie. Pragnęłam go. Chciałam go całować i dotykać, ale hamowałam się, by cała ekipa nie zaczęła się domyślać, że coś między nami iskrzy. Wieczorem poszliśmy na kręgle i zjedliśmy wyśmienitą kolację na tarasie wewnętrznego amfiteatru hotelu. W dole kwartet smyczkowy przygrywał gościom do posiłku spokojne ale bardzo pozytywne nuty, które sprawiały, że stawałam się wszystkim ale nie spokojem. Byłam jak na haju. Wszystko się we mnie gotowało. Uśmiech nie schodził mi z twarzy, a Damian był tak blisko, na wyciągnięcie palców. 

Kochaliśmy się tej nocy parę razy w różnych miejscach hotelu. Nie mieliśmy siebie dosyć. Ja nie miałam dosyć. Wydarzenia ostatnich dni sprawiły że byłam bardzo podekscytowana. Moja skóra mrowiła delikatnie, w brzuchu trzepotały motyle a uśmiech nie schodził z mojej twarzy. Chciałam więcej i więcej. Jego, ale nie tylko jego. Chciałam doświadczać życia, poznawać nowe miejsca, zwłaszcza tak piękne jak to, w którym byliśmy. Chciałam więcej takich wyzwań, które dają mi poczucie spełnienia. Gdzieś tam w środku czułam zbliżające się wątpliwości, ale odganiałam je skupiając się na tym co widzę, słyszę i czuję. 

Tej nocy usnęłam w jego ramionach kiedy na tarasie naszego pokoju hotelowego leżeliśmy wtuleni w siebie podziwiając bezchmurne niebo usłane tysiącem błyszczących punkcików. 
Pierwszy raz od dawna moja głowa nie była wypełniona zamartwieniami. Czułam w sobie spokój, którego nie czułam chyba nigdy wcześniej. 

Namiętność – stan silnego odczuwania emocji, bądź uczucie skierowane wobec danej pasji, zainteresowania. Pojęcie namiętności w języku polskim najczęściej odnosi się do seksualności i zmysłowości ( zupełnie niesłusznie). 

Bez namiętności nasze życie jest szare, krótkie i do dupy. Wstajesz jak automat, w swoim pudełkowym domu. Na autopilocie jedziesz do pracy, rozwozisz dzieciaki do większych pudeł - do szkoły, przedszkola swoim pudełkowym autem. Na kolejne godziny zamykasz się w kolejnym pudełku, gdzie albo gapisz się na pudełko, analizując, kalkulując i angażując nie swoje często pieniądze. Albo siedząc w pudełku, trzymając w ręce tekturowe decyzję patrzysz w dal, przez kwadratowe okno na pudełkowy świat. A na lunch fundujesz sobie pudełkowe jedzenie i rzygasz w pudełkowym kiblu mając dosyć tłamszących cię pudeł, pudełeczek i pudełek.

Jedna zapałka i cię nie ma. I nic nie ma. 

Wszystko robimy, bo musimy, bo tak trzeba, bo nie da się inaczej. 

Nasze największe marzenie to wygrać w totka, by zgarnąć wielką kasę i rzucić robotę, której nienawidzisz. 
Kiedyś miałaś marzenia. Mężczyzna. Dom. Dzieci. Pudełek nie było w planie. 

Myślisz, że jesteś wolna, że decydujesz za siebie i wybierasz to czego pragniesz. Nie zdajesz sobie sprawy z tego, że podążasz za wzorem, dokładnie jak w matematycznym równaniu. 

Wiesz, czego potrzebujesz, by czuć się dobrze, być czuć się bezpiecznie. I to bezpieczeństwo, którego tak pragniesz, wypłukuje twoje życie z namiętność. 

A ty musisz płonąć! 

Co sprawia, że czujesz się jakbyś mogła przenosić góry? Zresztą, nie. Nie przenosić. Bo po jasną cholerę. Co sprawia, że czujesz, że możesz wszystko, że możesz konstruować góry, sama od podstawy aż po szczyt? 

Kiedy ja czuję się w szczycie swoich możliwości? 

Kiedy wracam po prawie godzinnym biegu do domu, prawie frunę. Na ostatniej prostej przyśpieszam, a przy samym końcu wybijam się, podskakuje i robię jakiś dziwny gest w powietrzu, który wydaję mi się oznacza : Ołłłłł, jeeeee! Ale kiedy zadzwonił budzik, miałam ochotę go wyrzucić przez okno. Albo wsadzić głęboko do szafy. Po prostu przewrócić się na drugi bok, i z uśmiechem wrócić do snu, o życiu, którego nigdy nie będę miała, jeśli zawsze będę odpuszczać. 

Kiedy po całym dniu w pracy, wykończona i wyeksploatowana, wychodzę na powietrze, wciągam je głęboko w swoje płuca i czuję ten jakże cudowny smak świeżości i wolności. 

Kiedy patrzę na wschodzący księżyc i rozgwieżdżone niebo wysoko nad moją głową i czuję jak wszystko co złe i niedobre znika, a ja czując ten ogrom wszechświata, zamiast czuć się nieważnym punkcikiem, czuję się jak niezbędna do przetrwania, znacząca i wartościowa część. 

Kiedy wkładam serce w coś co piekę i potem podziwiam wyraz twarzy smakoszy kosztujących moje dzieło. 

Kiedy pękam z dumy widząc jak moje dziecko dorasta i staje się lepszą kobietą niż ja kiedykolwiek mogłam sobie wymarzyć. 

I kiedy spędzam z mężczyzną noc, który nie pieprzy mnie ale wielbi zarówno mnie jak i moje ciało. Który dotyka i smakuje każdego kawałka mojego ciała doprowadzając mnie do ekstazy. 

Kiedy ogładam film bądź czytam książkę, która trafia w ten czuły punkt, w intelektualny punkt G. 

Czemu dajemy się pochłonąć codzienności i rezygnujemy z namiętności, z pasji z emocjonalnego haju? Czemu zalegamy w kanapach i fotelach z pilotem w ręce albo przed ekranem komputera zamiast wyjść do świata, spojrzeć w górę na słońce, na otaczające nas piękno. Czemu nie odnaleźć w sobie pasję i poczuć się jak człowiek z krwi i kości, z duszy i z marzeń? 

Co rozpala w tobie żar? 

Co wzbudza w tobie te wysokie, pozytywne emocje, które dają ci siłę do działania? 

Weź swój dziennik i zapisuj ( ze szczegółami ) w nim codziennie co rozbudza w tobie namiętność. Zbieraj te chwile, te emocje i wykorzystuj kiedy jest ci źle. 
Bo każdemu jest czasem źle. Przygotuj się latem na nadejście zimy. Nie daj się zaskoczyć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz