16 Wątpliwości

Moje usta zapomniały jak się mówi. Nie słowa teraz były ważne. Moja głowa zapomniała, jak się myśli a ciało zatraciło się w jednym uczuciu, które pochłonęło mnie całkowicie. Z sercem walącym jak młot, zrobiłam krok do tyłu i otwarłam szerzej drzwi. Dłonią wskazałam Damianowi, że ma wejść do środka. Na jego twarzy malowało się słodkie zdziwienie. Z szeroko otwartymi oczami, zrobił parę kroków naprzód, aż stanął tuż przede mną. Puściłam drzwi, które przytrzymywałam jedną dłonią, a te zatrzasnęły się robiąc przy tym sporo hałasu. 
- Gosia… - zaczął prawie szeptem, ale nie dałam mu dokończyć. 
- To nie jest pora na tą rozmowę - powiedziałam robiąc krok w jego kierunku, niwelując jakąkolwiek przestrzeń między nami. Położyłam mu dłoń na wysokości jego serca. Waliło równie szybko jak moje. 

Bam, bam. Bam, bam. 

Opuściłam wzrok, żeby spojrzeć na jego pięknie wyrzeźbione ciało, na co dzień skrywane pod sportowymi ubraniami. Damian przyłożył swoją dłoń pod mój podbródek, delikatnie unosząc go do góry, tak bym spojrzała mu w oczy. Kiedy to zrobiłam, dał mi tylko sekundę. Jego oczy były jasno błękitne, jak lazurowe morze. Kiedy przyłożył swoje usta do moich, moje ciało przylgnęło do niego jak do magnesu. Jego słodko- gorzki pocałunek, z delikatnego przerodził się w pełen żaru i potrzeby. Ja nie byłam mu dłużna. Sam fakt, tego, że mnie pragnął z taką intensywnością, wzbudzał we mnie nieopisaną żądzę. Pragnęłam go tak bardzo, teraz, w tym momencie. Cały świat zniknął. Był tylko on. Bardzo szybko pozbyliśmy się ubrań. Damiana dłonie wędrowały po moim ciele, badając nieznane terytorium. Ja też pragnęłam go dotykać, całować. Choć całe wydarzenie było jakby surrealistyczne, w jakimś sensie wydawał się mi znajomy i bliski. 
Nie był delikatnym kochankiem. W jego dłoniach i ustach czuć było silną potrzebę dominacji. Kiedy rzucił mnie na łóżko, rozwarł moje nogi szeroko i wszedł we mnie. Czułam jakby świat we mnie eksplodował. Przywarłam do niego, odpowiadając na każdy dotyk, każdy pocałunek i każdy ruch. Nie byłam bierna, nie bałam się kierować jego ruchami. A on był bardziej niż zadowolony, kiedy słyszał jak jęczę mu do ucha. 

Obudziło mnie słońce, które świeciło już dość intensywnie przedzierając się przez okno z irytującą determinacją. Kiedy otwarłam oczy, zobaczyłam jego twarz niedaleko swojej. W białej pościeli i promieniach słońca w jego blond włosach wyglądał niczym anioł, do którego było mu, mimo wszystko, bardzo daleko. 
- Dzień dobry - powiedział otwierając oczy, uśmiechając się szeroko. 
- Dzień dobry - odpowiedziałam mrużąc oczy. Było tu zdecydowanie zbyt jasno. 
- Nie martw się, nie skomplikuje ci życia. Obiecuję - powiedział, zupełnie rozbudzony, patrząc na mnie zupełnie poważnie. 
- Trzymam cię za słowo. 

Bardzo chciałam wierzyć w jego słowa. I choć z rana wydawało się, że tak właśnie będzie, to w głębi serca wiedziałam, że to niemożliwe. Po krótkiej bitwie na poduszki, po tym jak oskarżył mnie o chrapanie, Damian poszedł szykować się do swojego pokoju. Ja dobre pół godziny rozmawiałam z Hanią na Viberze. Była szczęśliwa, podekscytowana i zafascynowana Hiszpanią, mimo iż spędziła tam dopiero parę godzin. Nie mogłam uwierzyć w to, żę jeszcze wczoraj rano trzymałam ją w ramionach. Życie potrafi się okręcić o 360° w ciągu 24 godzin. 

Po zjedzonym naprędce śniadaniu z ekipą, na którym Damiana nie było, wymknęłam się szybko by mieć dość czasu na przygotowanie. Chciałam choć raz wyglądać bez zarzutu. Na dzisiejszą uroczystość kupiłam specjalnie nowe szpilki. Czarne oczywiście. Biało-szarą sukienkę i długie kolczyki z czerwonymi, gładkimi kamieniami. Umalowałam się, słuchając OneRepublic, powtarzając cicho harmonogram dzisiejszego dnia. Moje długie, hebanowe włosy rozpuściłam i wygładziłam pozwalając im luźno opadać na plecy. Byłam wyjątkowo zdenerwowana. 
Kiedy wyszłam z hotelu Damian już czekał przy swoim aucie. Ubrany w dżinsy, czarną koszulę i marynarkę, wyglądał inaczej niż zwykle. Wysokie, czerwone tenisówki dodawały mu tylko uroku. Uśmiechając się szeroko, uśmiechem szczęśliwego faceta, który wydawałoby się ma wszystko, przywitał mnie w milczeniu. 
- Wyglądasz olśniewająco - powiedział kiedy wsiedliśmy oboje do środka. Nie otwierał mi drzwi, ani nic z tych rzeczy. Nigdy nie przejawiał takich odruchów. 
- Dziękuje - odpowiedziałam nieśmiało. 
- Nie dziękuj. I nie bądź taka nieśmiała. Jesteś piękna. Co do tego nie ma wątpliwości. A do tego kurewsko zdolna i bystra i dasz z siebie wszystko. Także przestań się denerwować, skup się na robocie i będzie świetnie - powiedział z przekonaniem, ruszając z parkingu. 
- Szkoda że ta twoja pewność nie jest zaraźliwa - powiedziałam siląc się na uśmiech. Jego słowa dużo dla mnie znaczyły, ale gdzieś w środku mnie budził się mały potworek i trawiąc mnie od środka, podszeptywał słowa, których się bałam najbardziej. 
- Pewność siebie to nawyk, którego trzeba się nauczyć. Choć ciężko w to uwierzyć, zwłaszcza ludziom, którzy go nie mają. To tak samo jak ze strachem. Każdy się boi. Ale to twoja decyzja czy pozwolisz mu cię sparaliżować. A brak pewności siebie wynika z silnej potrzeby akceptacji przez innych. Jeśli są po twojej stronie, jest ok. Jeśli mówią i robią coś przeciwnego, zamykasz się w sobie.
- Trafne spostrzeżenie - powiedziałam patrząc na niego z niedowierzaniem. Był dziś bardziej radosny niż zawsze, mniej poważny. 
Pomimo tego, że spędziliśmy ze sobą noc, nic w naszych kontaktach się nie zmieniło. Nie czułam się dziwnie. Nie byłam skrępowana. Wręcz przeciwnie. Czułam się w jego towarzystwie bardzo swobodnie. Początkowy strach przed wyluzowaniem, rozluźnieniem się i pokazaniem swojej prawdziwej twarzy zniknął. Jego miejsce zastąpiła ciekawość tego co przyniosą kolejne dni.
Na miejscu wszystko było już przygotowane. Wielki, kremowy namiot stał już dumnie ozdobiony tysiącem malutkich, jasnych światełek. Z góry zwisały girlandy kolorowych kwiatów polnych. To był mój pomysł. Ustalone było, że będą to róże, jednak w którymś z przeglądanych katalogów widziałam właśnie girlandę z kwiatów polnych, co do tego miejsca pasowało jak ulał. 
Ciężarówka stała już na miejscu, całkowicie przysłaniając dom. Na jej białej naczepie napisane było Apartamenty na krańcu świata. Dom Błękitny wielkimi, zawijanymi literami. 
Wszystkie Apartamenty miały przypisany kolor jako nazwę co też było moim pomysłem. Dom w górach był Domem Srebrzystym. Dom w lesie był Domem Zielonym a mój ulubiony, Dom Złocisty, stał w dolinie pośrodku tysiąca pól uprawnych. 
Wszędzie kręciły się dziesiątki ludzi. Kelnerzy nakrywali stoły, Grzesiek i Paweł, nasi budowlańcy, kończyli stawiać niewielką scenę, a Kamil, elektryk i spec od nagłośnienia zajmował się ustawieniem wzmacniaczy i głośników. Wszystko wydawało się być gotowe. 
Kiedy tak latałam z miejsca na miejsce wszystko sprawdzając, Damian odnalazł mnie w salonie Domu Błękitnego. W dłoni trzymał dwa kubki z kawą. 
- Cześć mała- powiedział podając mi kawę. 
- Część- odpowiedziałam uśmiechając się szeroko. Jego obecność działała na mnie bardzo kojąco.
- Zaczynają już zjeżdżać goście. Niedługo zaczynamy - powiedział z nieznikającym dziś uśmiechem na twarzy. 
- Podoba mi się ten uśmiech - powiedziałam patrząc na niego.
- Po części twoja zasługa - powiedział puszczając mi oczko, uśmiechając sie jeszcze szerzej. Był dziś nie do poznania. A bijąca od niego energia bardzo zaraźliwa.
Jego wzrok był tak intensywny a obecność znów zaczynała budzić we mnie emocje, które chwilowo chciałam mieć pod kontrolą. 
- Chodź. Kinga przyjechała z chłopakami. Chcą cię poznać - powiedział zupełnie spokojnie, chwytając mnie za rękę. 
- Twoja żona? - spytałam zdenerwowana. Moje pozytywne nastawienie chuj strzelił. 
- Wyluzuj. 
- Postaram się. 
W tym momencie delikatnie pocałował mnie w usta. Na chwilę ogarnął mnie spokój. Zebrałam się w sobie i ruszyłam za nim na zewnątrz. Nie widziałam wcześniej jego żony ani dzieci. I lekko szczęka mi opadła, kiedy zobaczyłam Kingę i jego trzech synów. Miała piękne, gęste włosy. Trochę jaśniejsze od moich, intensywnie brązowe i bardzo kręcone. Była podobnego wzrostu co Damian, także wysoka jak na kobietę. Była szczupła, bardzo zgrabna i generalnie przepiękna. Ubrana w złotą sukienkę do kostek wyglądała jak gwiazda. Dwaj najstarsi synowie byli bardzo podobni do swojej mamy. A młodszy był wierną kopią ojca. 
-Ty musisz być Małgorzata. Miło mi cię poznać. Damian wiele dobrego o tobie mówił - powiedziała Kinga wyciągając do mnie rękę, szeroko się uśmiechając. Miała melodyjny głos i wydawała się bardzo ciepłą osobą. 
- Gosia. Miło mi poznać - odpowiedziałam lekko oszołomiona. 
Nie czułam się komfortowo w jej towarzystwie z wielu względów. Zaczynając od tego, że parę godzin wcześniej spałam z jej mężem a skończywszy na tym, że z jej aparycją, gracją i błyskotliwością nie mogłam się równać. Nie ważne wydawało mi się, że nie są już razem. W głowie mi się nie mieściło, jak Damian mógłby wybrać mnie mając tak cudowną kobietę przy sobie, która do dziś, co było bardzo widoczne, bardzo go kochała. 
Po krótkiej, grzecznościowej rozmowie, musiałam przeprosić całą rodzinę Czajkowskich i przygotować się do otwarcia uroczystości. Z dala od oczu wszystkich, gdzieś na tyłach posiadłości odpaliłam Marlboro, którym poczęstował mnie Kamil-elektryk. Próbowałam się uspokoić, oddychając głęboko, porządkując myśli. Ale było we mnie tyle emocji, że nie wiedziałam jak się z nimi uporać. Skupiłam się na tym co rano powiedział do mnie Damian. Nie pozwolę by strach mnie sparaliżował. Stając na pięknym, drewnianym wzniesieniu spojrzałam przed siebie, i starając się zapomnieć, że słucha mnie ponad dwieście osób, zaczęłam mówić. Skupiłam się nie na pewności siebie, ale na pewności, że to świetny projekt pod którym chętnie się podpisuje i z którego jestem dumna. 

- Witam Państwa na tej wyjątkowej uroczystości. Zaprosiliśmy tu was byście mogli być świadkami otwarcia tego jakże uroczego i iddyliczncego miejsca, gdzie z dala od innych można się wyciszyć, spędzić czas z najbliższymi i naładować baterie. Z dala od innych ale nie z dala od techniki. Wręcz przeciwnie. To miejsce jest tak nafaszerowane nowoczesnymi rozwiązaniami jak żadne inne dostępne na rynku turystyczny. Bogata oferta związana z rozrywkami, urok, luksus i piękno tego miejsca sprawią, że będziecie Państwo marzyć by tu przyjechać - powiedziałam prawie na jedynym wydechu, wzięłam głęboki oddech i lekko podniesionym głosem zakończyłam - A teraz, o samym projekcie i jego realizacji opowie wam jego twórca, Pan Damian Czajkowski! 
Kiedy Czajkowski zajął moje miejsce przed mikrofonem, wszyscy umilkli. Nie było słychać nawet szeptów. Damian stanął swobodnie z dłońmi w kieszeniach i wysoko podniesioną głową. Jak zawsze pewny siebie, tego co ma robić i mówić. Człowiek bez wątpliwości. 

- Dzień dobry Państwu. Bardzo dziękuje za przybycie. Jestem ogromnie szczęśliwy, że dzięki wsparciu wspaniałych ludzi, ich wizji i ciężkiej pracy kolejne z moich marzeń stało się rzeczywistością. Apartamenty na krańcu świata, to miejsce, którego każdy z nas potrzebuje. Pracujemy i żyjemy na pełnych obrotach. I to jest świetne. Jednak czasem trzeba zwolnić, by przemyśleć kierunek w którym będziemy iść. To miejsce, każdy jego element, to owoc naszych inspiracji, kreatywności i pasji. Jestem przekonany, że zakochacie się w tym miejscu tak jak i ja - Damian kiwnął do Kamila, który odpalił ciężarówkę i odjechał, tym samym odsłaniając widok na dom i okolicę. 
Słońce chyliło się ku zachodowi. Dom zdawał się błyszczeć w jego promieniach. Tak jak i jezioro. Widok był nie z tej ziemi. Harmonia kolorów i materiałów, nadawała temu miejscu wrażenie czystego luksusu i sielanki. Wśród gości widać było opadające szczęki i wyraźnie słyszalne poruszenie. 

Przemówienie Damiana było bardzo wzruszające i oczywiście trafiało w sedno. Impreza trwała dość długo. Pytaniom, dyskusjom jak i wyrażaniu podziwu i zachwytu nie było końca. Kiedy znalazłam się w swoimi hotelowym łóżku, było już dobrze po pierwszej w nocy. Czułam się bardzo dziwnie i nie mogłam ogarnąć wszystkich emocji, które odczuwałam dość intensywnie. Ten przepych, luksus, ludzie w drogich strojach, z ekskluzywnymi autami i modnymi zainteresowaniami. Czułam się tam trochę wpasowana na siłę. Trochę jednak gorsza niż reszta. Trochę jak taka szara myszka. Jedyne co potrafiłam to szeroko się uśmiechać. Kinga i Damian za to świetnie odnajdywali się w tym tłumie. Ludzie odnosili się do nich z szacunkiem i uważnie słuchali tego co mają do powiedzenia. Wyglądali jak ryby w wodzie. 

Ja zdecydowanie nie byłam rybką z tego akwarium. Zatęskniłam za własnym łóżkiem, za Hanią i naszym domem. Brakowało mi życia, które znałam i po którym wiedziałam czego się spodziewać. Zaczęłam mieć wątpliwości czy aby na pewno dam sobie ze wszystkim radę. Czy podołam zmianom w moim życiu, i nie spadnę z tej wysokiej drabiny, na króra powili się wspinam?



Mistrzynie! Czemu tak na prawdę w siebie wątpimy? 
Czemu te negatywne emocje mają tak łatwy do nas dostęp. Strach, wstyd, wyrzuty sumienia, zwątpienie, poczucie, że jesteśmy jednak gorsze, niższego rzędu bądź rangi. 
Nie mówię, że facetom to się nie przydarza, ale śmiem twierdzić, że te uczucia dla nas są jednak bardziej kłopotliwe i często paraliżujące. Co sprawia, że już w procesie tworzenia czegoś zaczynasz czuć to nieprzyjemne łaskotanie w podbrzuszu, albo na ramionach. Pod skórę wdziera się niepewność. Może się nie uda? Może nie wyjdzie? A może nie jestem dość dobra, żeby osiągnąć efekt o jakim marzę? 
Czy zdarza ci się wtedy zrezygnować? Mnie się zdarzało. 

Ten pasożyt zwany zwątpieniem, jest w każdej z nas, każdego dnia. Robimy coś, patrzymy na swoje otoczenie i zaczynamy się zastanawiać. Chcesz się uśmiechnąć do tego przystojnego faceta, ale tego nie zrobisz. Myślisz- nie jestem dość ładna, by zwrócił na mnie uwagę. By mnie nie wyśmiał. 
Widzisz ogłoszenie o pracę, która wydaje ci się idealna, ale czujesz, że byś sobie nie poradziła. Za duże wymagania. 
Widzisz luksus, przepych, obfitość i myślisz sobie, że to nie jest dobre, na pewno nie dla ciebie. Nie chcesz pławić się czyimś nieszczęściem, bo może tak kojarzą ci się ludzie, którzy w życiu coś osiągneli. To wcale nie ich ciężka praca a wyzysk i skąpstwo? 

Większość z nas szuka mimo wszystko stabilizacji. Chcemy uwić gniazdko, mieć pisklaki. Chcemy by on-ptak przynosił codziennie świeże robaki i by był wzorem dla małych pisklaczków. Chcemy poczucia bezpieczeństwa, równowagi, swobody finansowej. Chcemy? Czy może nam wmawiają, że chcemy? A może same sobie wmawiamy? 

Co nasze wyprane umysły potrzebują, by zmienić swoje nastawienie? 

Zakorzenione w nas reakcje na bodźce przedstawiają behawioryzm w najczystszej postaci. 
Ciężko nam kierować naszymi emocjami, gdyż wyuczone odruchy są automatyczne. Wydaje się, że to nie możliwe, by móc być Panią własnych uczuć? A jednak możliwe, ale wcale nie łatwe do opanowania. Pierwszym krokiem jest pełna świadomość. A potem to już tylko samodyscyplina i wytrwałość. Często powtarzam córce, że to jak reaguje i czy pozwala emocjom zawładnąć tym co robi, to jej decyzja. I ja w to wierze. Wiem, że nie jest łatwo zachować twarz i dobry nastrój, kiedy od samego rana coś się wali. Ale jeśli skupisz myśli na tym, że jest do dupy, to tak będzie. 

Tak jak Churchill powiedział „Sukces polega na tym, by iść od porażki do porażki nie tracąc entuzjazmu.” 
Zachowanie tego entuzjazmu to decyzja. Twoja decyzja. 
Kiedy czujesz zbliżające się zwątpienie a może słyszysz gdzieś ze swojego otoczenia, że to się nie może udać. Wycisz te głosy. Nic się nigdy nie udaje. Sukces to ciężka pracy, determinacja i głód życia. Pragnienie tego co chcesz, o czym marzysz i trzymanie się tego jak tonący brzytwy. 
Nic nie jest dziełem przypadku. Nic się samo nie zrobi. Wszystko jest czegoś efektem. 
Więc rozbudź w sobie ten głód życia. Zacznij pragnąć całą sobą. 

Nie daj się zwątpieniu. Każ mu się pierdolić. Niech spada na drzewo prostować banany. 

Uwierz, że każdy ma możliwości, ale pierwszy krok do sukcesu, to przestać narzekać. Nie zwracaj uwagi na to co jest do dupy, na to czego nie masz. Spójrz jak wiele już osiągnęłaś i bądź za to wdzięczna. Wstań rano z uśmiechem na ustach i ciesz się, że żyjesz. Inaczej jaki to wszystko ma sens? 

Zadanie 

Weź swój dziennik. Wypisz wszystkie sytuacje w ciągu tego roku, kiedy chciałaś coś zrobić ale ogarnęło cię zwątpienie i zrezygnowałaś. Zastanów się, co mogłabyś zrobić inaczej. Czy aby na pewno podjęłaś dobrą decyzję? 

Pamiętaj! Mistrzynie się nigdy nie poddają. A ty jesteś właśnie Mistrzynią swojego życia.

Powtarzaj sobie: Dam radę! Jestem tego warta! Nie poddam, się. Jestem skazana na sukces!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz