13 Porażki

Jest prawie pierwsza w nocy. Przemykam po mieszkaniu jak zjawa. To nie bezsenność, raczej zamiłowanie do innego świata, mojego świata. Gdy gasną światła i robi się cicho, moje wewnętrzne ja budzi się do życia. Wszystkie moje mury i bariery walą się i jestem sobą chociaż przez chwilę.

Wracając z kuchni ze szklanką zimnej wody w rękach, przechodzę koło Hani pokoju. Przez uchylone drzwi zawsze widzę jej łóżko a na nim, jej drobne ciałko zapętlane w bawełnianej pościelce z Kubusiem Puchatkiem. Jej ulubiony przytulak został ze mną, żebym nie czuła się samotna. Można powiedzieć, że ma urlop, gdyż na co dzień ciężkie jest jego życie. Zawszę wsłuchuje się w jej równomierny oddech i zatrzymuję na chwilę. Dziś mieszkanie wypełnia totalna cisza.

Minęło pięć lat od jej narodzin, a dalej nie mogę uwierzyć w to, że jestem matką. Nie tak dawno też byłam małą dziewczynką. Pamiętam jakby to było wczoraj. Dziewczynką, która marzyła o tym by być już dużą i by móc decydować sama za siebie.

Będąc nastolatką, często analizowałam swoje wychowanie, a kiedy dorosłam, byłam świadkiem wielu modeli wychowawczych. Często obiecywałam sobie, iż nie będę popełniać tych samych błędów. Będę matką, przyjaciółką, księdzem i nauczycielem. Chciałam i chcę być jak rodzic o którym mówi Benjamin Zander. Budzić talenty, poszerzać horyzonty i zapewniać inspirację. Potem spojrzę w jej oczy i jeśli będą błyszczeć, będę wiedziała że chociaż coś robię dobrze. Będę tym czego moje dziecko będzie potrzebowało. Jednak wychowywanie małego szkraba przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Nie myślałam, iż na każdym kroku będę testowana przez otoczenie, sytuacje czy czasy w których przystało nam żyć. Staram się, ale czas pokaże czy dość mocno.

Jeszcze dwa lata temu, zanim zaczęły się wszystkie zmiany w moim życiu, trzymałam się kurczowo swojego świata, żeby był taki stały i stabilny, żeby nic się w nim nie popsuło ani nie zmieniło. Przecież tak długo pracowaliśmy z Karolem na to co mamy. Budowaliśmy życie, które mieliśmy uwielbiać, dom gdzie mieliśmy czuć się szczęśliwi, relacje dzięki którym, miłość rosła by w nas z każdym mijającym dniem. Wszystko jak w zegarku. Porażka nie była nigdy brana pod uwagę. Byłam pewna, że jesteśmy inni, wyjątkowi. Byłam pewna, że wszystko jest na zawsze. Jak już raz zdobędziesz górę, to jest twoja, nie musisz się więcej na nią wspinać.

W jak ogromnym błędzie żyłam, uświadomiłam sobie dopiero później.

Ubrana w swoją ulubioną, niebieską sukienkę podnoszę torbę, wychodzę za drzwi i zamykam je, skrupulatnie na trzy zamki. Sprawdziłam gaz cztery razy, czy na pewno jest wyłączony, zgasiłam wszystkie światła, wyłączyłam dopływ wody i zamknęłam wszystkie okna. Nie patrząc za siebie, nie cofając się by sprawdzić raz jeszcze czy na pewno wszystko jest tak jak powinno, schodzę spokojnie po schodach jakbym była pewna tego co mnie czeka w najbliższych dniach. Jakbym była odważna, dzielna i niepowtarzalna.
Damian czekał przed swoim SUV’em z telefonem przy uchu, dyskutując na temat konferencji, która
będzie organizowana w jego hotelu w Poznaniu. Wziął ode mnie torbę, załadował do bagażnika i wsiadł z powrotem. Wzięłam jeszcze jeden głęboki wdech, smakując świeże, poranne powietrze i wsiadłam.
Mieliśmy przed sobą ponad pięćset kilometrów by dojechać nad jezioro Rogale na Mazurach. Tam, na niewielkim pagórku, stanął piękny, luksusowy dom, który jest jednym z docelowych dziesięciu Apartamentów na krańcu świata.

Całą drogę Damian nie był zbyt rozmowny. Przynajmniej nie wobec mnie. Jechaliśmy w milczeniu, bądź ja milczałam a on rozmawiał przez telefon. Trochę zastanawiało mnie jego zaufanie do mnie, gdyż niejednokrotnie rozmowy, które prowadził wchodziły na bardzo szczegółowe tory, wyjawiając mi tajniki i poufne informacje dotyczące jego licznych działalności. Jak się okazuje, daleko mu do oszusta, za którego wszyscy go mają. Wręcz przeciwnie. Jest głośny, bardzo dosadny i nie przebiera w słowach, ale to co mówi zawsze ma sens. Rzadko kogoś obraża, raczej skupia się na faktach i konkretach. Nie lubi pogaduszek o dupie Maryni.

Po dwóch godzinach stajemy na stacji na autostradzie. Damian znika, a ja z moją dużą latte siadam na ławce i wpatruje się w krajobraz. Przypomina mi się jak osiem lat temu jechaliśmy z Karolem podobną autostradą na lotnisko. Nasz miesiąc miodowy był jednym z najpiękniejszych okresów w moim życiu. Karol prawie mnie nie puszczał, jego dłonie zawsze były blisko. A ja nigdy nie miałam go dosyć. Pamiętam to uczucie, które we mnie wywoływało jego spojrzenie, jego dotyk. Smak mojej pierwszej miłości. Pierwszej i ostatniej jak mi się wydawało. Kiedy się poznaliśmy, wydawał mi się nudnym cwaniaczkiem, któremu wszystko przychodzi z łatwością. Bogaci rodzice, aparycja, otwartość. Mijaliśmy się często, ale kiedy wpadliśmy na siebie w bibliotece, byłam zdziwiona. Nie wyglądał na typ intelektualisty. Pamiętam jakby to było wczoraj. Jego atrakcyjne, wysportowane ciało oparte o ścianę, ołówek w ustach, jedna ręka w kieszeni druga podtrzymująca książkę. Kiedy na mnie spojrzał, moje ciało przeszedł dreszcz a policzki wypełnił rumieniec. Pomimo tego, że miałam przed nim wiele przelotnych znajomości, on onieśmielał mnie jakbym nigdy wcześniej nie była z mężczyzną. Zawsze tak było. Czułam się przy nim taka delikatna i niewinna.

Tego dnia spotkaliśmy się w klubie. Zupełnie przypadkiem. DJ puszczał kawałki Davida Getty, a ja tańczyłam niczym w transie. Kiedy zauważyłam go, jak mnie obserwuje, jak pożera mnie wzrokiem, wyciągnęłam do niego rękę zapraszając go do tańca. Ale odmówił. Nie przestawał za to mnie obserwować. Po dwóch drinkach w moim wykonaniu i godzinach spędzonych na parkiecie, zaproponował, że mnie odwiezie do domu. Mieszkałam wtedy z mamą za miastem. Kochaliśmy się w jego samochodzie z takim żarem i namiętnością jakby świat miał się jutro skończyć.

Od tego momentu, spędzaliśmy ze sobą całe dnie i noce, rozmawiając godzinami o jego pasji do budynków i projektowania, o jego rodzinie, o mojej. O naszych planach na przyszłość. To on zasugerował mi zajęcie się marketingiem. Był świetny w wychwytywaniu ludzkich talentów i umiejętności. Ciężko pracował, ale zawsze kochał to co robił. Praca zawsze była dla niego pasją, i może dlatego nigdy nie udało mi się z nią wygrać.

Jego zdradę odebrałam jak własną porażkę. Ale wzięłam to na klatę. Miało być dobrze. Mieliśmy zacząć od nowa, ale chyba oboje zrozumieliśmy, że nie jesteśmy dla siebie tym kim mąż i żona powinni być. Partnerstwo to nie wszystko. Sex też nie.

Resztę drogi przespałam. Powieki ciążyły mi jak kamienie, a głos Damiana, choć głośny i szorstki, to
jednocześnie kojący i coraz bardziej znajomy wzbudzał we mnie uczucie błogości.
- Gosia - słyszę w pewnym momencie - jesteśmy na miejscu - mówi cicho pochylając się nade mną. Jak przez mgłę widzę jego twarz, bujne, blond włosy opadające na jego niesamowite błękitne oczy i ten powalający uśmiech, który tak rzadko widzę.
- Damian?
- Nie, Królik Wielkanocny - żartuje.
- Masz za krótkie uszy na królika - mówię otwierając szeroko oczy.
- Ogarnij się a ja idę się spotkać z ekipą.
- Ok - odpowiadam już całkowicie rozbudzona, wręcz pobudzona do życia jego bliskością i zapachem.
Wysiadam z samochodu, który Damian zaparkował na parkingu przed samym domem. Dech mi zaparło z wrażenia. Budynek, który zobaczyłam jest idealnym połączeniem gładkiego, jasnego drewna, szkła i bieli ścian. Jest położony jakby na niziutkim wzgórzu, otoczony z prawej strony wysokim lasem a z lewej błękitnym jeziorem. Dookoła nie ma nic. Żadnych innych zabudowań, ścieżek, ulic. Tylko ten jeden, niezwykły dom.

W dole jest plaża, mały drewniany pomost i zabudowany taras. Przy pomoście dryfuje żaglówka. Słońce odbija się od szklanych, wysokich okien. Wszędzie jest pełno zieleni, kwiatów i elementów dekoracyjnych. Płynąca w ogrodzie woda, śpiewające ptaki i szum drzew wypełniają to miejsce magią. Można rzeczywiście poczuć się tu jak na krańcu świata.

Reszta dnia mija nam bardzo szybko. Po obiedzie serwowanym przez firmę cateringową, którą sama wybrałam i z której jestem ogromnie zadowolona, zabieramy się do przygotowań. Na przedzie domu powstaje mała scena ustawiona tak, by za nią mógł jeszcze stanąć wielki samochód ciężarowy. Jego zadaniem będzie przysłonić dom póki nie przyjdzie czas. Zaprosiłam ponad dwieście osób. W miejscu parkingu i podjazdu ma powstać namiot jak na weselu z okrągłymi stołami i krzesłami dla gości. Po części oficjalnej, każdy będzie mógł zwiedzić dom i okolice, zapoznać się z jego tajnikami i atrakcjami. Kwota, za którą ma być wynajmowany, jest dla mnie kosmiczna, ale Damian jest przekonany, że znajdzie swoich miłośników.

Koło dziesiątej wieczorem jesteśmy tak wykończeni, że zbieramy się do hotelu. Śpimy w oddalonym niedaleko Siedlisku Morena. Nasza ekipa, wraz z firmą od cateringu, budowlańcami i ogrodnikiem liczy prawie trzydzieści osób także jak wchodzimy do hotelu powstaje ogromne zamieszanie. Jest tu bardzo uroczo, ale jestem tak zmęczona, że nie potrafię w pełni docenić atutów tego miejsca. Kiedy wreszcie dostaje klucz do swojego pokoju, Damian bierze mój bagaż i jak na gentlemana przystało, niesie mi go do pokoju.
- Dziękuje - Damian zwraca się do mnie, kiedy stoimy pod drzwiami mojego pokoju.
- Za co? - pytam skonsternowana
- Za wszystko. Poświęcasz się temu jakby to było też twoje marzenie - mówi patrząc mi w oczy.
- Chyba pierwszy raz robię to co naprawdę lubię. Zazwyczaj moja praca zaczynała się i kończyła w czterech ścianach mojego lub czyjegoś biura. Pierwszy raz mam okazje uczestniczyć w efektach końcowych swojej pracy i to jeszcze przy projekcie na taką skalę - odpowiadam mu i sama nie poznaję głosu, który z siebie wydobywam. Ma taką barwę jak jego. Jak Karol, kiedy mówi o swojej pracy.
- Jesteś cholernie zdolna, nie pozwól nigdy dać się przekonać, że jest inaczej - kontynuuje z przekonaniem. Jego oczy błyszczą, kiedy na mnie patrzy ale to co się kryje w jego głowie to dla mnie dalej tajemnica. Nie mam pojęcia, co rzeczywiście myśli, ale wydaję mi się, że jest ze mną bardzo szczery.
- Dzięki Damian - mówię uśmiechając się do niego. Jego słowa znaczą dla mnie więcej niż potrafi sobie wyobrazić - Dobranoc.

Patrzymy tak na siebie jeszcze chwilę, i zastanawiam się co chce mi jeszcze powiedzieć. Widać, że nad czymś się zastanawia, rozważa coś. Ale jestem zbyt zmęczona by w to wnikać. Odwracam się więc i otwieram drzwi do swojego pokoju. Kiedy wyciągam rękę po moją torbę, którą cały czas trzyma w rękach, mija dłuższa chwila nim ostatecznie mi ją podaje i odchodzi.

Kładę się spać po szybkim, gorącym prysznicu. I zasypiam momentalnie. Jednak, po jakimś czasie słyszę dźwięki za drzwiami. Stukanie? Pukanie do drzwi?

Siadam na łóżku, totalnie zaspana. Puk,puk,puk. Hania? Nie, Hani tu nie ma.

Puk, puk, puk. Nie śniło mi się to. Faktycznie ktoś puka do drzwi. Wstaję szybko z łóżka, i nie pytając kto tam, otwieram drzwi, zapominając, że jest środek nocy i jestem w obcym miejscu.

Czajkowski stoi przed moimi drzwiami, w szarych, dresowych spodniach i niczym więcej, stojąc jak Pan wszechświata, patrząc na mnie najsmutniejszymi oczami, jakie kiedykolwiek widziałam.


Zdjęcie: freepik.com



Co to jest porażka?
Co czyni cię zwycięzcą? Zwycięzca nigdy nie przegrywa, zwycięzca się uczy. Przegrani są od przegrywania. Porażki są nieuniknione. Jak mówi Sarah Key w swoim wierszowanym przemówieniu „Kiedy będę miała córkę”, życie kopie nas w twarz, mocno, by zaraz po tym jak się pozbieramy, kopnąć nas w brzuch, jeszcze mocniej. Robi to tylko po to by nasze płuca nie były w stanie nabrać powietrza, by przypomnieć im jak cudowne to uczucie oddychać swobodnie.

Cierpienie jest nieodzowną częścią naszego życia, tak jak i porażki. Dzięki nim możemy stać się mądrzejsze, silniejsze, lepsze.

Nie chciejmy by problemy stały się prostsze, by życie było łatwiejsze. Życzmy sobie, byśmy to my były silniejsze, bardziej sprawne, bystrzejsze.

Każdego dnia walczmy tylko ze sobą, ze swoimi słabościami, ze strachem, ze wstydem.

Bo jak pokonasz siebie, to nic ci już nie stanie na drodze do szczęścia.

Posłuchajcie, jak Sarah Key pięknie mówi o byciu mamą i córką, o życiu o uczeniu się.
Posłuchajcie też tego przemówienia J.K.Rowling, która też pięknie mówi o trudach swojego życia i o
tym jak udało jej się osiągnąć sukces. Uwielbiam słuchać kobiet, które z przekonaniem i pokorą mówią o tym, jak trudne potrafi być życie, ale też o tym jak warto się starać, angażować i nigdy nie poddawać.

Jeśli będę miała córkę - polskie napisy


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz