11 Rozstania

Jest piątek. Wczesne popołudnie. Jak nigdy o tej porze, siedzimy przy kuchennym stole i w trójkę zajadamy obiad. Nic wymyślnego. Makaron, sos pomidorowy, chłodna lemoniada. Hania jest uśmiechnięta od ucha do ucha. Nawija jak katarynka o zakończeniu przedszkola. O swoich przyjaciołach, o problemach jakie miała z nimi w tym roku. O planach na wakacje. Od września pójdzie do szkoły jako sześciolatka. Urodziny ma dopiero za miesiąc, ale pomysły na prezent podrzuca nam już od paru tygodni. Słuchamy jej z Karolem z uwagą i podziwem. Nie możemy oboje
uwierzyć, że w tak krótkim okresie czasu ona tak wyrosła.

Na siebie raczej nie patrzymy. Po wczorajszej kłótni, której na szczęście Hania nie słyszała, gdyż spała u koleżanki, niewiele mamy sobie do powiedzenia. Powiedzieliśmy więcej niż trzeba.
Kiedy kończymy, wstawia wodę w czajniku i zabiera się za zbieranie ze stołu.
- Mogę iść na dwór? - pyta Hania, kiedy odsuwa od siebie pusty talerz. Jest wybredna co do jedzenia, ale z makaronem nigdy nie ma problemu.
- Jasne - odpowiada Karol patrząc na mnie, widząc aprobatę na mojej twarzy- tylko nie odchodź nigdzie.
- Ok. Będziemy z Nicolą na placu na przeciwko - rzuca w biegu i znika w tempie błyskawicy.
Zostajemy sami. Otaczająca nas cisza jest niewygodna, przyciasnawa. Wstaję więc, pomagając Karolowi sprzątnąć.
- Siadaj proszę, ja posprzątam. I zrobię nam kawy - mówi całując mnie delikatnie w czoło. Jego spięty głos zupełnie do niego nie pasuje. Zazwyczaj jest taki pewny siebie.
- Ok - odpowiadam, nie bardzo wiedząc co mam innego zrobić. Chwytam ulotki, wyciągnięte ze skrzynki, i podziwiam meble ogrodowe, które pasowały by do jednego z apartamentów Czajkowskiego.

Kiedy zapach kawy wypełnia moje nozdrza, odruchowo wciągam jej zapach głęboko, rozkoszując się
jej aromatem. Karol kładzie kubek przede mną na stole, a sam kuca obok mnie. 

- Gosia, przepraszam za wczoraj. Szczerze cię przepraszam, za wszystko co powiedziałem. Nie miałem zamiaru ranić cię w ten sposób - mówi, patrząc mi prosto w oczy.
- Czasem wydaje mi się, że energię, którą kiedyś wykorzystywaliśmy w łóżku, pieprząc się jak króliki, teraz wykorzystujemy by krzyczeć na siebie i obwiniać się za wszystkie krzywdy świata.
- Coś w tym jest. Ja naprawdę uważam, że jesteś świetną kobietą i mam ogromne szczęście, że zostałaś moją żoną, ale ostatnio czuję, że przy tobie staje się facetem, którym nie chce być.
- Ja też nie czuję się już tą kobietą, którą kiedyś byłam przy tobie. I wiem, że sama nie jestem idealna. Wiem, że już dawno odsunęłam cię od siebie. Od paru lat żyjemy razem, ale jednak osobno.
- Proszę, pozwól mi przyjąć to zlecenie w Madrycie. Pozwól mi wziąć Hanie. Nie spędzałem z nią ostatnio dużo czasu i bardzo mi jej brakuje.
- Ale przecież jedziesz tam do pracy. A ja naprawdę nie mogę jechać. Muszę dokończyć obecne zlecenie dla Czajkowskiego. Chce żebym to ja poprowadziła całe otwarcie. Mam też nadzorować nagranie spotów reklamowych. Możliwe, że przedłuży się to nawet o dwa miesiące.
- To twoje największe zlecenie jak dotąd. Musisz świetnie sobie radzić, skoro chcą żebyś z nimi została.
- Może jednak moje rysuneczki nie są takie durne jak ci się wydaje, co? - pytam, wytykając mu słowa, które wczoraj od niego usłyszałam.
- Gosia, przepraszam, naprawdę, nie chciałem tego powiedzieć. Wiesz, że nie jestem złym facetem.
- Wiem Karol. Ale chyba masz rację. Może powinniśmy trochę pobyć osobno. Chociaż przez parę tygodni. Zobaczymy jak to się wszystko ułoży - mówiąc to mam kluchę w gardle i łzy w oczach. To jak przyznanie się do porażki. Ale prawda jest taka, że już od dawna nasze drogi się rozeszły i wydaje się, że już żadnemu z nas nie zależy by je połączyć.
- A co z Hanią? - pyta, również ze łzami w oczach.

Patrzę na niego i nie wiem co mam powiedzieć. Nie wyobrażam sobie tygodnia bez mojego dziecka. A co dopiero miesiąca. Wiem, że Karol jest świetnym ojcem, ale martwię się o Hanię. Nie wiem jak ona przeżyje rozłąkę. Odkąd się urodziła, jesteśmy nierozłączne.
- Co z nią zrobisz, jak będziesz pracował?
- Firma, która nas wynajęła ma opiekę dzienną dla dzieci pracowników. Po za tym, może jeździć ze mną w teren. W weekendy, możemy jeździć nad morze. Jest lato. Na pewno jej się spodoba.
- A język? Jak będzie się porozumiewać z dziećmi? Z panią z opieki dziennej?
- Zna trochę angielski. Może się przy okazji podszkoli. Po za tym ja będę parę pięter wyżej, dam jej telefon, żeby mogła do mnie zadzwonić w razie potrzeby. Gosia, proszę zgódź się. Przecież sama masz wyjechać, co wtedy zrobisz z Hanią?
- Wiem, wiem. Wiem, że masz rację, ale nie wyobrażam siebie tyle czasu … - głos mi się urywa i nie wytrzymuje. Wybucham płaczem, który dusiłam w sobie już od tak dawna. Przecież duże dziewczynki nie płaczą.
- Och, Gosia. Nie płacz dziecinko - Karol szepce mi do ucha, przytulając mnie mocno do siebie.

Bardzo tego teraz potrzebuje. Jego serca przy swoim. Jego ciała i jego zapachu przy sobie. Pozwalam sobie na tę chwilę szczerości dla siebie i dla niego. Żeby wiedział, że dalej go bardzo kocham. Że rozumiem. Nie możemy być więźniami swoich wyobrażeń. Nie możemy tkwić w martwym punkcie.
- Zapytają ją o zdanie. Niech to będzie jej decyzja. Jej paszport jest jeszcze ważny. Jeżeli ona się zgodzi, nie będę jej zatrzymywać - mówię, kiedy już moje ciało się uspokaja, a łzy wysychają na policzku i jego kołnierzyku.
- Dziękuje, naprawdę dużo to dla mnie znaczy.
- Może uda mi się przyjechać do was na weekend. Jeżeli mogę?
- Oczywiście. Będziemy codziennie dzwonić - patrzy na mnie a jego twarz rozpromienia
najszczerszy uśmiech jaki od dawna widziałam.
- Mam nadzieje - uśmiecham się, dusząc kolejną falę łez.
- Kocham cię dziecinko.
- Kocham cię też. I po raz kolejny przypominam, że jestem starsza od ciebie dzieciaku. A teraz idź ją zapytać, zanim poumawia się z całym blokiem na wakacje.
- Ok. Jesteś tego pewna? - pyta cicho.
- Nie, ale nie mogę wam tego zabronić. To też twoja córka. To, że nam się nie układa, nie znaczy, że wy nie możecie mieć dalej świetnego kontaktu. Mi mama zabroniła widywać się z ojcem. Wyzywała go od najgorszych, bo ją skrzywdził. Przez nią straciłam go na wiele lat. Wiem jakie to uczucie i nie chce tego dla Hani. Więc idź już, zanim się rozmyślę.

Karol już nic nie mówi. Przytula mnie jeszcze raz, mocniej. I puszcza. A kiedy znika za drzwiami, czuję jak moje ciało się rozluźnia. Oddycham z ulgą, jakby kamień spadł mi z serca. Nie wiem co będzie dalej, ale pierwszy raz czuje, że nie muszę bać się przyszłości. Parę słów szczerości. Parę łez. I parę odważnych decyzji. Nie będę się rozczulać nad tym co było, nad tym co przepadło. Muszę się skupić nad tym co będzie. I muszę sobie dać szansę dowiedzieć się tego kim jestem. Jaką jestem kobietą, kiedy Karola nie ma przy mnie. Kiedy nie jestem tylko żoną i matką. I po raz pierwszy od miesięcy uśmiecham się tak w środku siebie, tak po prostu. Dla siebie.

O

Zdjęcie: freepik.com



Rozstania nie są łatwe. Żadne. Często towarzyszy im gniew, żal. Poczucie straty, niesprawiedliwości. Obwiniamy się nawzajem. Obwiniamy wszystko co się da. Lista jest długa i prawie wszystko na niej znajdziemy. Bo nie ta pogoda, nie ci znajomi, nie taka praca, nie ten szef, nie tacy sąsiedzi.

Nie takie pieniądze. Nie ten wygląd. Nie to ciało. Nie taki sex. Nie takie dziecko. Wszystko i wszyscy są winni.
Na liście zazwyczaj nie ma tylko jednego. Nas samych.

To, że inni przyłożyli rękę do naszej porażki, nie ma znaczenia. Popełniając błędy się uczymy i nie powinniśmy nikogo obwiniać. Nie ważne kto ma rację a kto jest winny. Nie ważne co się opłaca.

Ważne co warto. Ważne co będzie teraz.

Wyciągnij wnioski, podnieś głowę do góry i idź do przodu. Nie pozwól by coś trzymało cię w miejscu. Nie tłumacz się. Nie tłumacz swoich decyzji. Po prostu podejmuj nowe, lepsze. Bądź lepsza każdego dnia. Podnoś swoją wartość. Ucz się.
I powtarzaj sobie codziennie. Jesteś warta tego, by być szczęśliwą. By mieć to co najlepsze na świecie. I nie pozwól, by ktoś kiedykolwiek powiedział ci, że jest inaczej.

Bądź sobą. Bądź szczęśliwa. Bądź odważna.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz