1 Wstyd


"Give me a reason to be, a woman... " słyszę dźwięki ukochanej piosenki, które przenikają całą moją przestrzeń myślową. Krzątam się po kuchni, jak nie ja, nie mogę nic znaleźć, wszystko wypada mi z rąk. Zaraz obudzę Hanię tymi hałasami, albo co najmniej ruszę Karola z przed telewizora. Muzyka płynąca ze słuchawek zagłusza moje niezdarne ruchy, nie jest jednak w stanie zagłuszyć myśli, nie zależnie od tego jak głośno będę jej słuchać.
Wszystko dziś poszło nie tak. To jeden z tych dni kiedy mój humorek z godziny na godzinę stawał się coraz bardziej humorzasty. Na koniec każdego z tych dni, czuję tylko jedno. Wstyd.
Pomimo ślicznej, chabrowej sukienki, nie czułam się dziś dobrze ubrana. Na każdym kroku porównywałam się z otaczającymi mnie kobietami. Nie ten kolor rajstop. Może nie te buty? Włosy w kompletnym nieładzie. Czemu choć raz nie mogę stanąć przed lustrem i stwierdzić Jesteś piękna ?
Na tym lista katastrof się nie kończy. Waga co tydzień mnie oszukuje dodając mi zbędnych kilogramów, ale ja tak profilaktycznie ciągle sobie obiecuję, że będę uważać na to co jem. Wiem, że kiedyś przyjdzie ten dzień, że zabiorę się za siebie i pozostanę wierna moim wszystkim postanowieniom. Ten dzień jeszcze nie nadszedł. Lecz każde ciasteczko, kawałek serniczka, rogalik z dżemem czy lody z bitą śmietaną kończą się tym samym. Niskim poczuciem własnej wartości. Wstydem, że znów to sobie zrobiłam. Żalem, że jestem zbyt słaba by po prostu kurwa powiedzieć nie.
W poniedziałki mam zawsze najwięcej pracy. Często zdarza mi się wracać do domu po dwunastu, trzynastu godzinach. Tak już jest, swoje muszę zrobić. Są dni kiedy wracam i czeka na mnie kolacja, uśmiechnięty choć może trochę wykończony mąż, umyte i ubrane w piżamkę dziecko, które wita mnie z otwartymi ramionami, uśmiechem od ucha do ucha i czeka grzecznie aż zdejmę buty, utulę ją i przeczytam jej książeczkę, żeby mogła spokojnie spać, śniąc o tym jak piękny jest świat wyobraźni.
Dziś nie jest ten dzień.
Kiedy zamierzasz przyjechać do domu, - słyszę kiedy odbieram telefon od mojego męża w trakcie spotkania z kontrahentem, będąc pewną, że to sytuacja awaryjna i na pewno dzieje się coś złego. Oczywiście Karol tak krzyczy, że nie tylko ja go słyszę.
Jeszcze jestem w pracy, myślę że za godzinę powinnam być. A coś się dzieję? - pytam starając się zachować spokój i łagodny ton pomimo fali negatywnych uczuć, która właśnie mnie zalewa.
Nie, nic się nie dzieje, - krzyczy naburmuszonym głosem, po czym słyszę charakterystyczne klik i ciszę w słuchawce.
Przez kolejne piętnaście minut po tym telefonie, jedyne na czym mogłam się skupić to dźwięk głosu Karola odbijający się echem w mojej głowie i myśli mężczyzny siedzącego naprzeciwko mnie.
Chłop w domu z dzieckiem a baba w pracy? Coś nie tak jest z nim, czy z nią? To nie jest profesjonalistka.

I znów wyrzuty sumienia, i wstyd za siebie samą. Przed sobą samą i przed całym światem. Jestem chujową matką, żoną, przedsiębiorcą i generalnie jako człowiek się nie sprawdzam. W niczym nie jestem dobra. Nic nie robię tak, jak powinnam. Wszyscy są lepsi ode mnie.

Piosenka się kończy, a ja, ze ścierką w ręku wpatruje się w widok za oknem. Jest spokojny, jesienny wieczór. Ja i moje uczucia znikamy na chwilę. Rozpływamy się w mroku za oknem.
Nie jestem typem, który narzeka i marudzi. Po prostu chcę być perfekcyjna, choć wiem, że to niemożliwe. Sama siebie skazuje na wyrok. Wiem, że jutro znów wstanie słońce, że Ziemia dalej będzie się kręcić wokół niego, a ja dalej będę sobą. Nie chcę by cały świat mi klaskał, nie robię niczego dla uznania czy słów wdzięczności. Ale jestem surowym sędziom, który wydaje się nie mieć ani litości ani za grosz współczucia czy empatii.

Powłócząc nogami, idę do łazienki. W pośpiechu zmywam makijaż, myję zęby i ubieram wygodną, porozciąganą koszulę. Karol już leży w łóżku, udając, że śpi. Ja też więc udaję, że nie widzę jego otwartych oczu i kładę się koło niego, przytulając z całych sił do siebie kołdrę. Zasypiam szybko, wykończona bardziej nie swoim dniem, ale uczuciami, które duszą mnie od środka.

Współczesne czasy, to okres kiedy od nowa definiujemy co to znaczy być kobietą. W tej naszej pogoni za równymi prawami i solennymi postanowieniem, że udowodnimy iż jesteśmy tak silne i odważne jak mężczyźni, zatraciłyśmy sens bycia sobą i zapominamy o co w tym wszystkim chodzi. Co nadaje życiu sens? Czego tak na prawdę pragniemy?
A odpowiedź jest prosta i od wieków taka sama - to więź z ludźmi i z światem, który nas otacza. Chcemy być powiązani z kimś, chcemy czuć, że gdzieś przynależymy, że mamy swoje miejsce na ziemi. Chcemy być szczęśliwe i spełnione. Ale jak to zrobić? Na pewno nie przez dążenie do perfekcji, unikanie błędów, czy wypieranie się wszelkich słabości.
Brené Brown, badaczka ludzkich historii, w 2010 roku wygłosiła wykład na temat ludzkich relacji i tego co czyni nas szczęśliwymi. Jej słowa, przewróciły mój świat do góry nogami.
Brown, badając historie z życia wzięte, po wielu latach analizy i przejściu załamania nerwowego, doszła do wniosku, że wstyd i strach przed samotnością to uczucia, które nie pozwalają nam być szczęśliwymi. Boimy się otworzyć. Przeraża nas wrażliwość i pokazanie tego co mamy w sobie. Wstydzimy się naszych „słabych stron” choć osobiście nie wierze w ich istnienie. Budujemy wokół ściany i za wszelką cenę ich bronimy. Popadamy w paradoks robiąc coś, co uniemożliwia nam to, czego najbardziej pragniemy. Dążąc do perfekcji, niszczymy siebie, i tą więź, która łączy nas z otaczającym nas światem.
Czemu łzy, poplamiona sukienka czy nieład w mieszkaniu mają świadczyć o tym, jaką kobietą jesteś? Czy przyznanie się to tego, że czegoś nie potrafisz bądź nie rozumiesz, to naprawdę katastrofa porównywalna z końcem świata? Według Pani Brown, ludzie, którzy potrafią się otworzyć, i nie boją się pokazać tego iż mają swoje słabości, że są tylko, a może i aż ludźmi, że popełniają błędy, ci ludzie są szczęśliwsi, czują że są częścią tego świata, swojego otoczenia, ludzi którzy go wypełniają. Bądźmy odważne, nie doskonałe. Bądźmy kobiece, nie męskie. Bądźmy sobą, i przestańmy się nakręcać próbując sprostać oczekiwaniom innych, które są często wytworem naszej chorej wyobraźni.

Link do wykładu:

Brene_brown on vulnerability.

( Wykład jest po angielsku, lecz można załadować do niego polskie napisy )

Piosenka: Glorybox by Portis Head

Glory Box on iTunes

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz