3 Decyzje

Stoję zziębnięta do szpiku kości. Trzęsę się jak cholerka pomimo ciepłej puchowej kurtki i czapy z klapami na uszach. Czekam już dwadzieścia minut udeptując ścieżkę wzdłuż wejścia do budynku Perspektywa. Śnieg sypie już któryś dzień a mróz trzyma od przed świąt. Po ostatnich dwóch ciepłych i bezśnieżnych zimach, mamy nagle zimę tysiąclecia. Płatki śniegu wirują w powietrzu a w świetle zapadającego zmroku wydają się nie białe a szaro pomarańczowe. Wyciągam kolejnego papierosa.
Zastanawiam się czy nie wsiąść z powrotem do auta i odjechać. Zapomnieć o nim, o tym miejscu i o ostatnich miesiącach. Powinnam zapomnieć i zacząć od nowa ale nie chce. Marząc o niezależności dałam porwać się chwili i stałam się zdobyczą w jego pajęczynie, wielkiej i lekko zagraconej pajęczynie. Naiwnie wierzyłam, że mam kontrolę nad wszystkim, że wiem co robię a tak naprawdę nie wiem czy nad czymkolwiek jeszcze panuje. Zerkam pod rękaw by sprawdzić godzinę i zauważam w oddali światła jego BMW X5 SUV. Parkuje tuż przede mną. Nie gasi świateł ani silnika. Wychodzi trzaskając za sobą drzwiami od ukochanego auta.
- Kurwa, przecież masz klucze, czemu nie wchodzisz? - wydziera się na mnie gestykulując energicznie rękami. Krzyk w jego wykonaniu ma wiele barw i odcieni. Często krzyczy. Tym razem każde jego słowo jest pełne złości i gniewu.
- Nie pamiętam kodu do alarmu! Czemu się na mnie zaraz drzesz? Przecież jestem tu! - odpowiadam mu równie wściekła.
- Czemu przyjechałaś?!
- Nie wiem. To ty chciałeś się spotkać! Mnie nie powinno tu dziś być! - odkrzykuje mu, ledwie dusząc łzy.
- Gośka... - nagle ścisza głos. Tak rzadko słyszę jego normalny ton głosu, że za każdym jednym razem jak mówi do mnie w ten sposób, przechodzą mnie ciarki i cała w środku mięknę.
- Co? Taka prawda. Nie powinno mnie tu być. To wszystko nie tak miało być. Czemu tak nalegałeś żebym przyjechała, i to jeszcze w taką pogodę? - pytam patrząc w jego błękitne oczy.
- Bo mam dosyć tej cholernej szopki! - znowu podnosi głos i nerwowo gestykulując rękami, robi krok w moim kierunku.
- Jakiej szopki? Kurwa! Obydwoje tego chcieliśmy. Razem ustalaliśmy zasady. Miało nie być sentymentów. Wszystko miało być takie proste. Bez zobowiązań. A ty kurwa wyjeżdżasz mi tu najpierw z tym wyjazdem do Pragi, potem te cholerne święta a teraz to! Damian, to jest chore! Pogubiłam się - głos mi się łamie i zaczynam mówić przez łzy - Sam mi to obiecywałeś! Mówiłeś : "Gośka, przy mnie nie musisz walczyć, nie musisz się martwić, o niczym myśleć!" Co się zmieniło? - kiedy nic nie odpowiada powtarzam pytanie - Powiedz co się zmieniło?! Damian! -krzyczę jego imię. Pustka wokoło nas pochłania wszystkie moje słowa. A on stoi na wyciągnięcie ręki ode mnie i milczy. Jego ręce są zaciśnięte w pięści a oczy utkwione na mojej twarzy - Damian, proszę... Powiedz coś. Ja nawet nie wiem o co my się kłócimy. Teraz, wcześniej. Co się dzieje? - mówię cichym, błagalnym głosem.
- Co się dzieję? Co się dzieje? To się kurwa dzieje, że cię kocham! Rozumiesz? Kocham cię! - wrzeszczy mi prosto w twarz i nawet przez grubą kurtkę widzę jak cały się trzęsie. Znam go. Wiem ile, takie wyznanie musiało go kosztować oraz jak długo musiał nad nim myśleć. Ale znaczenie jego słów nie dociera do mnie. Wszystkiego się spodziewałam, ale nie tego.

Śnieg sypie coraz mocniej a niebo stało się już zupełnie ciemne. Mrok dookoła nas rozświetla tylko mała lampa nad wejściem do budynku oraz dwa jasne światła jego bryki. Cicho pracujący silnik tego niesamowitego pojazdu i spokojne, trochę melancholijne Maybe tomorrow dochodzące z jego wnętrza to jedyne dźwięk jakie nas otaczają. Ja dalej stoję, ze stopami wmurowanymi w chodnik. Przestałam już czuć zimno czy wiatr na policzkach. Śnieg spływa mi po twarzy ale mnie już nic nie przeszkadza.

Stoimy całą wieczność patrząc na siebie. Jeżeli zrobię krok do przodu, w kierunku jego ramion, to będzie oznaczało zupełnie inne życie dla mnie. Karol i ja to już historia. Rozwód wydaje się nieunikniony. Ja jednak  kurczowo trzymam się tego co mieliśmy. Czuję zawód, że nam się nie udało, że nie jesteśy jednak tacy wyjątkowi.  Ale jeśli zrobię krok do tyłu i wrócę do swojego życia udając, że nic się nie stało, stracę go. Stracę jedyną osobę w moim życiu, która mnie poznała w stu procentach. Przed którą nie muszę udawać i która mnie nigdy nie osądza. Przy której czułam się bezpiecznie niezależnie od sytuacji. Która potrafiła uwolnić mnie od demonów i która zawsze była tym kogo akurat potrzebowałam. 
Lecz jeśli wybiorę jego, stracę życie, które do tej pory prowadziłam. Mogę też stracić Hanię. Czy ona to wszystko zrozumie czy może pogubi się tak jak ja pogubiłam sie po rozwodzie moich rodziców. 
Wybór powinien być tak prosty, jak i prosty miał być nasz związek. Nic jednak w życiu nie jest ani czarne ani białe. Wszystko ma odcienie. Mnóstwo odcieni. Może i nawet więcej niż pięćdziesiąt odcieni szarości.

Mike Tyson kiedyś powiedział " Każdy ma jakiś plan, póki nie dostanie w mordę." Czy jakoś tak... Gdy byłam młodsza, nie planowałam niczego. Nie stawiałam sobie żadnych z wielkich pytań. Robiłam co chciałam nie myśląc o konsekwencjach. A przynajmniej tak mi się wydawało, gdyż tak
naprawdę, robiłam to, czego inni ode mnie oczekiwali. Nie zastanawiałam się nad niczym. Moja spontaniczność, przechodziła granice wszelkiego rozsądku. Byłam ulegała. Świadomie pozbawiałam się wyboru, pozwalając innym decydować o wszystkim. Tak było łatwiej.

Wybór to selekcja jednej z wielu możliwości przy jednoczesnym odrzuceniu pozostałych. Wybór może być spontaniczny, pochopny, nietrafiony. Nigdy nie jest łatwy. Ale jest nasz. Nasza decyzja, to jedyna dla nas właściwa decyzja. To jakie decyzje podjęliśmy w życiu, sprawiło że nasze wygląda
tak jak wygląda, a my jesteśmy jacy jesteśmy. Jeśli chcemy zmienić przyszłość, musimy podjąć inne decyzje, bo zmiana zaczyna się i kończy na nas.

Spora rzesza ludzi, jest zdania iż dokonanie wyboru nie jest efektem naszej wolnej woli. Przeznaczenie kieruje naszymi wyborami i naszym życiem. Według Google około 60% naszego społeczeństwa wierzy w przeznaczenie. To przecież takie romantyczne. Jeśli predestynacja faktycznie
decydowałaby o naszym losie, żaden z naszych wyborów nie byłby ani wolny ani taki naprawdę nasz. Nie jestem religijna, nie chce iść w życie mówiąc kismet. Nie chcę by się działa wola nieba. Pragnę pozostać przy wolnej woli, którą przez tyle lat ignorowałam i chcę by to ona decydowała
o moim losie. Chcę mieć do tego prawo. Chcę decydować o sobie i swoim życiu. Nie chcę by ktokolwiek bądź cokolwiek ograniczało moją wolną wolę. Chcę popełniać błędy i uczyć się życia. Chcę doznawać tego co nieoczekiwane, bo życie jest tajemnicą którą chcę odkrywać. Lecz co z decyzjami, które podejmuję za innych bądź takimi, które mają wpływ nie tylko na mnie. Co jeśli moje wybory ranią tych, których kocham? Czy można zawsze kierować się sercem? Czy zawsze powinnam zastanawiać się nad tym co się opłaca, a co warto?

Jak żyć z konsekwencjami swoich czynów? Czy moje decyzje mogą być albo dobre albo złe? Jedno jest pewne. Tak jak i słowo wypowiedziane na głos nie może zostać cofnięte, tak i jednej decyzji nie można podjąć dwa razy. Od momentu uzyskania świadomości przechodziłam tyle transformacji, iż ciężko nadążyć. Od rozchwianej emocjonalnie, pozbawionej kompletnie pewności siebie nastolatki przeobraziłam się w kobietę, która prędzej umrze a niźli wstrzyma się od wypowiedzenia własnego zdania. Długo pracowałam nad swoim charakterem, intelektem i osobowością. Nie wiedząc tyle lat kim jestem, odkrycie samej siebie prawie przypłaciłam życiem. Mając trzydzieści lat a zaplanowane kolejne sześćdziesiąt swojego życia, niewiele zostawiam przypadkowi. Każdy dzień, tydzień, miesiąc ma swoje przeznaczenie. Każdy czas może być wykorzystany bardziej efektywnie, i nad tym cały czas pracuje. Ciągła walka, moja walka samej ze sobą. Bo jak pokonam siebie, to już nic nie stanie mi na drodze.

Każdy wybór, każdą decyzję podejmuję pełni świadomości. Chciałam być matką i żoną. Chciałam być niezależna, piękna i inteligentna. Strach, który czułam jako młoda dziewczyna, nie zniknął ale idę do przodu pomimo niego. Na długi czas odnalazłam spokój ducha. Nic jednak nie jest i nie może być idealne. Nic nie trwa wiecznie. Wszystko musi się zmienić. Jesteśmy częścią świata. Jesteśmy częścią natury więc bądźmy nią. Bądźmy jak wiatr czy fala, i pozwólmy naszej intuicji nieść nas do przodu.


Tak podjęta decyzja, kiedy wsłuchujemy się w siebie, wyzbywamy się wątpliwości i nawet pomimo strachu, idziemy do przodu z podniesioną głową - ta decyzja będzie zawsze strzałem w dziesiątkę, prawda? Bo czy wiatr bądź chmura może mieć zły kształt? Widziałaś kiedyś brzydką falę czy niekształtną chmurę? Coś takiego nie istnieje.

One nie są idealne, one po prostu są i są piękne. Tak jak i my. Weź głęboki oddech i wstań z podniesioną głową. Wyzbądź się zwątpienia, niepewności i wsłuchaj się w siebie. Bądź dumna i wdzięczna za każdy przeżyty dzień i podejmuj decyzje z serca, zaufaj sobie i swojej intuicji bo tylko wtedy jesteś w stanie podjąć właściwą decyzję




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz