5 Błędy

Hania jest przebojową dziewczynką, a jednak bardzo wrażliwą i uczuciową. Strasznie przeżywa każdy popełniony błąd. Zamyka się w sobie lub strasznie się złoci. Próbuję ją przekonać, że popełnianie błędów jest częścią procesu. Dzięki niemu możemy się uczyć nowych rzeczy, możemy się rozwijać. Nie popełnia błędów tylko ten, kto nic nie robi. 

Zaraz przypomina mi się alegoria błędu, którą kiedyś opowiadała Karhryn Schulz. Kojot wszędzie biegał za Pędziwiatrem. W każdym odcinku było to samo. Kojot uganiał się za nim aż do momentu kiedy ten zlatywał z klifu. A Kojot za nim. Nim spadł, biegł zawszę chwilę w powietrzu, gdyż nie był świadomy błędu. Nie widział przepaści pod sobą. Tkwił w przekonaniu, że jest na dobrej drodze. A potem upadał. Czasem wydaje mi się, że ja też pędzę w powietrzu przekonana, że podążam w odpowiednim kierunku. Boję się, że kiedy zdam sobie sprawę z własnej omyłki, spadnę i zaliczę bolesny upadek. Szukam prawdy, odpowiedzi na tysiące pytań kłębiących się w mojej głowie. Ale czasem brak mi odwagi, by spojrzeć w dół i zobaczyć wszystko z perspektywy.

Karol wyjechał na trzy dni do Warszawy. Wraz ze swoimi kumplami z firmy pracują nad projektem kompleksu sportowego. Pustka w domu wydaje się wyjątkowo dokuczliwa. Łatwo przyzwyczajam się do jego obecności. Polegam na niej. Nawet kiedy jest cichy i zamknięty w sobie. Jednak zazwyczaj charyzmatyczny i pełen figlarności, sprawia, że moje dni nabierają barwy i wyrazu. Rozśmiesza mnie, rozwesela Hanię. Napełnia nas obie pozytywną energią. Hania też za nim tęskni. Specjalnie spędzamy całe niedzielne popołudnie w kuchni piekąc ulubione ciasteczka taty. Będą czekały, aż wróci. My też będziemy. Puste łóżko kiedyś nie było dla mnie problemem. Teraz budzi we mnie strach. Nie potrafię bez niego spokojnie spać. Znów dręczą mnie koszmary. Tylko ich treść się zmieniła. Uciekam wąskimi uliczkami przed niebezpieczeństwem. Nie osobą czy zwierzęciem. Goni mnie cień, rozmyta czarna plama pełna grozy niczym puszka pandory. Biegnę i biegnę, szybciej i szybciej aż brak mi tchu. Wbiegam do ślepej alejki i wpadam na wysoki mur. Nie mam drogi wyjścia. Odwracam się tyłem do muru i otwieram oczy. Nic innego mi nie pozostaje jak zmierzyć się z moim prześladowcą. Wielki, ciemny cień. Zmora pełna strachów. Zazwyczaj w tym momencie się budzę. Nie tym razem. Ciemność przede mną zniknęła, a w jej miejscu pojawiła się postać. Postać z błyszczącymi, błękitnymi oczami.

Wieczorem, korzystając z chwili kiedy Karola rodzice, którzy wpadli z niezapowiedzianą wizytą z drugiego końca Polski, kładą Hanię do snu, zakładam trampki i z iPodem w kieszeni wybiegam na mróz. Dark Paradise rozbrzmiewa swoim melodyjnym i jakże dwuznacznym brzmieniem w moich uszach. Biegnę równo a kolejne metry uciekają pod moimi stopami. Patrzę przed siebie i próbuje znaleźć w sobie spokój. Brak mi ostatnio wewnętrznej równowagi. Boję się cieszyć chwilami spokoju i radości, czując nad sobą nadciągające chmury. Wiem, że to co czuje jest irracjonalne, ale nie jestem w stanie wyzbyć się tego uczucia.

Jestem na ostatniej prostej przed naszym blokiem, Get Up! Korna dopinguje moje kolejne kroki, kiedy słyszę krzyk. Kątem oka widzę Czajkowskiego. Odwracam się i potykam o własne nogi.
Upadam na ręce prosto w krzaki rosnące przy ścieżce.
- Nie chciałem Pani przestraszyć - mówi nachylając się nade mną. Podaje mi rękę. Jego dłonie są ciepłe a on wygląda jak wykrojony na miarę. Czarna sportowa kurtka dokładnie przylega do jego
ciała. Jasnoniebieskie Wranglery, bawełniana niebieska czapka i niezastąpione błękitno-białe tenisówki. Wszystko to podkreśla tylko jego wysportowaną sylwetkę i tajemniczy wyraz twarz.
- Nic się nie stało. Biegając jestem tak skupiona, że niewiele dostrzegam wokół siebie - mówię wstając z ziemi, próbując ustać na własnych nogach, błyskawicznie puszczając jego ciepłe, silne dłonie. Boli mnie łokieć, który przyjął cały ciężar mojego ciała przy upadku, ale ignoruje promieniejący ból.
- Biega Pani w taki ziąb? - pyta nonszalancko. Jego twarz rozświetla delikatny uśmiech, który tak rzadko widzę na co dzień 
- Bieganie mnie odpręża i pozawala w spokoju pomyśleć - odpowiadam bez namysłu, stając stabilnie na dwóch stopach, próbując wyrównać oddech.
- O czym tak Pani rozmyśla? - pyta.
- O wszystkim i o niczym - odpowiadam wymijająco. Gdyby tylko wiedział, że jest jednym z tematów, które muszę przemyśleć - A Pan co tu robi? - pytam, rozglądając się i wskazując na niego, teraz opartego o swoje czarne cacko, które połyskuje pod światłem latarni - Dorabia Pan sobie w weekendy? -pytam bez namysłu, próbując zażartować.
- Dorabia? - pyta z konsternacją w głosie.
- No, dorabia... - odpowiadam niewinnym skinieniem wskazując latarnię.
- Może? - śmieje się delikatnie - A co jest Pani zainteresowana? - odpowiada z tak typową dla siebie bezpośredniością.
Błyskawicznie mam suszę w gardle, nie wiem co powiedzieć a moje serce zaczyna dudnić jak szalone. Nie mam pojęcia co powinnam powiedzieć ani co chce powiedzieć. Chyba widzi moją konsternację więc zmienia temat ratując mnie z opresji. Chciałam wyjść na luzacką, pewną siebie, a wyszłam na idiotkę.
- To co, ścigamy się do ulicy i z powrotem? - pyta prostując się, rozcierając dłonie jedna o drugą.
- Żartuje Pan? Ja biegam świńskim truchtem a nie na wyścigi - reaguje dość ostro, lekko przerażona jego propozycją. Nie chce zrobić z siebie pośmiewiska.
- Wymięka Pani? - podpuszcza mnie, zaczynając swoją rozgrzewkę, podskakując w miejscu, mimo iż ja stawiam opór. Jest przyzwyczajony do tego, że ludzie robią to co chce. Ale ja nie mam już teraz wyjścia. Nie chce pokazać, że się boję porażki.
- Nie wymiękam - odpowiadam spokojnie, opierając ciężar ciała na lekko wysuniętej prawej nodze, przybierając pozycje do startu. Patrzy na mnie z szerokim uśmiechem na twarzy. Jego oczy błyszczą niczym sople lodu w słońcu. Staje koło mnie i przybiera podobną pozycje.
- Trzy, dwa, jeden, start - nie zwlekając odliczam. Chce mieć to już za sobą. 
Ruszamy. Daję z siebie wszystko, nie rozglądam się, nie szukam go wzrokiem. Skupiam się na drodze, na tym by się nie przewrócić. Czuje jak palą mnie łydki, płuca, które domagają się więcej tlenu i wyschnięte na wiór usta. Ignoruje wszystkie te uczucia. Spycham je na drugi plan i biegnę.
Gdy docieram do ulicy, zawracam momentalnie i ruszam z powrotem. Kątem oka widzę go gdzieś koło siebie. Ale nie mam pojęcia czy jest za mną czy przede mną. Po prostu biegnę. Kiedy staje koło jego auta ledwo mogę oddychać. Jest mi słabo i jakoś miękko. Ale biorę parę głębokich wdechów i dopiero wtedy pozwalam sobie otworzyć oczy.
- Nie najgorzej - mówi sapiąc równie głośno jak ja.
-Kto wygrał? -pytam nie mając najmniejszego pojęcia jaki jest wynik naszego małego wyścigu.
- Można powiedzieć, że nikt. Praktycznie równo dobiegliśmy.
- Poważnie? - pytam z niedowierzaniem
- Poważnie - odpowiada patrząc na mnie kątem oka, stojąc w pół rozkroku, opierając dłonie o kolana.
- Życzę w takim razie udanej nocy. Dobranoc - rzucam mu ruszając swoim tempem do domu. Nie chcę zepsuć tego, iż jednak nie poniosłam totalnej porażki, wymyślając kolejną durną anegdotkę.
- Dobranoc.


Zdjęcie: freepik.com


Każdego dnia podejmujemy setki decyzji, często nieświadomie. Czasem brak w nas mocy by tak definitywnie zdecydować, by postanowić - w tą albo w tamtą- nie można iść dwoma ścieżkami na raz. Żyjemy, nie jesteśmy bierni, i dobrze. Bo bierność to agonia. Przynajmniej dla mnie.

Każda podjęta decyzja wiąże się z wzięciem na siebie odpowiedzialności, bo decyzje które podejmujemy dziś budują naszą przyszłość. To co mamy, kim jesteśmy, czego nam brak - wszystko to jest skutkiem decyzji podjętych w przeszłości, czasem lata temu.

Błędy, które popełniamy są nieodzowną częścią naszej egzystencji. Ale bez nich, nie byłoby postępu. Uczymy się na błedach, doskonalimy się, uczymy, rośniemy w siłę.
Ale jakby mnie ktoś zapytał czy zgadzam się z powiedzeniem iż uczymy się na błędach nie mogłabym z czystym sumieniem powiedzieć tak. Bo nie zawsze. Jak mówi Jacek Walkiewicz w swoim inspirującym przemówieniu "Pełna Moc Możliwości"  uczymy sie na błędach ale tylko wtedy, gdy wiemy że je popełniamy. Samorefleksja. Wszystko jest ze sobą powiązane. 

Wstajemy, mam nadzieję z uśmiechem na ustach, gotowe zmierzyć się z kolejnymi wyzwaniami. Jesteśmy fajterkami przecież, także powinnyśmy wstać z przekonaniem, że to będzie zajebisty dzień i że ze wszystkim sobie damy radę, bo jak nie my to kto. Dzień bez wyzwań byłby nudny, choć czasem pragniemy na chwilę zatrzymać się, wziąć głęboki oddech i pobyć same ze sobą. Bardzo często nie mamy takiej możliwości. Ale to nic. Ja wiem, jest strach, wstyd, obawa przed porażką. 

Ale do jasnej cholery, co z tego!!! Wszystkie straszne rzeczy które nam się przytrafiły i straszni ludzie których napotkaliśmy na swojej drodze obwiniamy za swoje niepowodzenia, za to czego nam w życiu brakuje. Ale jak już tak musimy odbiniać, to obwiniajmy za wszytsko, z przekonaniem i z głębi serca. Bo niejednokrotnie te okropne doświadczenia i okropni ludzie, sprawili że jesteśmy kim jesteśmy dziś. 

Skrzywdzili cię? Cierpiałaś? Pewnie tak. 
Ale o czym myślisz dziś? Nie chcesz, żeby Twoi bliscy cierpieli tak jak i ty cierpiałaś.
Brakowało ci czegoś w dzieciństwie? 
Jedzenia? Spokoju? Poczucia bezpieczeństwa? Miłości?
Teraz robisz wszystko, żeby zapewnić to bliskim sobie osobom.

Mam rację?

Kobietyki! Popełniajmy błędy, ale z podniesioną głową! Przyznawajmy się do nich, bo to pierwszy krok, to wyciągnięciach z nich nauki. Nie bójmy się porażki bo jesteśmy skazane na świetność. Nie bójmy się spojrzeć w dół. Nie bójmy się powiedzieć przepraszam, za błędy które popełniłyśmy bo to najszlachetniejsze i najpiękniejsze słowo na świecie. Przyznanie się do porażki to nie oznaka słabości a siły. To pierwszy krok do wejścia na wyższy poziom. A w dwudziestym pierwszym wieku każdy jest jak smartphone, i czesto wymaga upgradowania. Dajmy sobie szansę i zróbmy kolejny krok do przodu nie myśląc o tym co może być źle. 
Musisz wierzyć,że zrobisz to! Że odniesiesz sukces. Nasze myśli mają ogromną moc, i podając sie myślom o porażce chociażby w swojej głowie, skazujesz się na niepowodzenie. Wierz w siebie, wierz, że dasz radę, że jesteś wystarczająco dobra, wystarczająco silna, piękna i bystra. Bo jesteś.

Wszystko jest na wyciągnięcie twojej ręki. Musisz w to tylko uwierzyć całą sobą.
Nic nie jest w stanie cię powstrzymać. I pamiętaj, każdą zmiane jakiej chcesz w życiu, zacznij od siebie - i na sobie skończ. Inna ty to inne życie. 



Piosenka- Dark Paradise

Wiele z tego co piszę zainspirowane jest tym co możecie usłyszeć w filmie dokumentalnym "Nie jestem Waszym Guru" - film o tym jak Anthony Robbins pomaga ludziom zmierzyć się z tym co w ich życiu jest do dupy i  zmienić swoje życie na lepsze.  Polecam. Dostępny na netflix.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz